OPOKA
W KRAJU
65(86)
Kórnik grudzień 2007
Wydawnictwo seryjne, ukazujące się w nieregularnych odstępach czasu
pod redakcją Macieja Giertycha
Adres: os. Białoboka 4,
62-035 Kórnik
Czytelnikom Opoki w Kraju życzę Wesołych Świąt Narodzenia
Pańskiego, nadziei, którą zawsze ono niesie oraz szczęśliwego Nowego Roku!
Nie wolno rozpaczać
Przyszedł dla nas
trudny czas. W wyborach z 21 października 2007 r. ponieśliśmy klęskę, ale nie
wolno rozpaczać. Nigdy nie wolno rozpaczać. W polityce raz jest się na wozie, a
raz pod wozem. Zresztą ruch narodowy jest przyzwyczajony do tego, że czasy są
trudne. Nam nigdy nie było łatwo, ale też nigdy nie rozpaczaliśmy. W każdych
warunkach podejmowaliśmy walkę o Polskę i tak będzie i teraz. Zastanówmy się
więc co musimy robić. Przede wszystkim musimy umieć dostrzec pozytywne elementy
obecnej naszej sytuacji.
Pożytki
Lekcja pokory
Lekcja pokory jest
potrzebna. Może nie jesteśmy tacy wspaniali jak myśleliśmy, może nie wszystko,
co robiliśmy robiliśmy dobrze, może działaliśmy za mało, nieudolnie, zbyt
zadufani w siebie. Trzeba spokojnie przeanalizować przeszłość i wyciągnąć
właściwe wnioski na przyszłość.
Stać na własnych nogach
Teraz wszyscy nasi
działacze muszą nauczyć się stać na własnych nogach. Muszą uruchomić swoje
kwalifikacje zawodowe, ewentualnie dokończyć studia, podjąć pracę zarobkową,
uzyskać zdolność do utrzymania siebie i swojej rodziny. Ostatnio mieliśmy wielu
działaczy, dla których polityka była pierwszą pracą zarobkową. To się
skończyło. Każdy musi mieć własny zawód i zdolność do życia bez polityki.
Zawodowy polityk nie jest człowiekiem wolnym. W razie chwiania się jego pozycji
politycznej będzie uległy wobec tych, którzy mogą jego pozycję wzmocnić - będzie
uzależniony. Prawdziwy polityk musi mieć gdzie odskoczyć, gdy sytuacja jest
niesprzyjająca; musi umieć żyć poza polityką; musi umieć odrzucić nieodpowiadające
mu z przyczyn ideowych propozycje polityczne i wycofać się do życia prywatnego.
To, co nas teraz spotkało spowoduje, że prędzej czy później, łatwiej czy
trudniej, ale każdy z naszych działaczy znajdzie dla siebie jakąś pracę, jakieś
zajęcie dające byt materialny jemu i jego rodzinie. Każdy przekona się, że poza
polityką też da się żyć i kiedyś powrót do polityki traktować będzie jako
ofiarę, jako obowiązek patriotyczny, a nie jako drogę do łatwych zarobków. To
dzisiejsze doświadczenie związane z przejściowymi trudnościami bytowymi tylko
wzmocni nasze kadry.
Żyć oszczędnie
Dla wielu odejście od
polityki, od pensji poselskiej czy ministerialnej, oznaczać będzie obniżkę
stopy życiowej, czyli trzeba będzie się nauczyć żyć oszczędniej. To bardzo
potrzebne w życiu umieć żyć oszczędnie. Dotyczy to nie tylko polityka, ale i
jego rodziny. Trzeba się nauczyć wiązać koniec z końcem, tak by na wszystko, co
ważne starczyło, oraz by nie popadać w uzależnienia kredytowe. Trzeba znać
wartość pieniądza. Trzeba wiedzieć, ile wysiłku wymaga zarobienie na chleb i
dach nad głową dla siebie i swej rodziny. Ktoś, kto pełni wysokie funkcje polityczne,
nieraz traci kontakt z rzeczywistością. Traci świadomość, za jakie to niskie
pensje żyją ludzie wokół nas. Trzeba się stać jednym z nich, doświadczyć tego na
własnej skórze, by potem kiedyś znowu, gdy będzie się miało wpływ na sprawy
publiczne, właściwie rozumieć sprawy materialne obywateli.
Przy okazji trzeba się
nauczyć, że do polityki się dopłaca. Trzeba się stale opodatkowywać na cele
publiczne, niezależnie od tego, ile się zarabia. Trzeba poświęcać swój czas
(nieodpłatnie), swoje siły fizyczne i intelektualne, oraz realnie płacić na
działalność polityczną.
Oczyszczenie
W trakcie
dostosowywania się do życia na własny rachunek, przy równoczesnym trwaniu przy
działalności politycznej, wnet się okaże, że nie wszyscy będą gotowi na takie
poświęcenie. Niektórzy zaczną szukać szczęścia politycznego w innych
formacjach, lub zupełnie od polityki odejdą. Nastąpi więc oczyszczenie. Zostaną
najwierniejsi, ideowcy, ci, którzy są gotowi do pracy dla Polski w myśl
określonych ideałów, mimo braku z tego jakichkolwiek pożytków materialnych.
Ze wzruszeniem
wspominam lata 1989-2001, kiedy to Stronnictwo Narodowe działało bez pieniędzy,
systematycznie spotykając się na comiesięcznych posiedzeniach Komitetu Głównego,
by przeanalizować aktualną sytuację polityczną. Dominowali seniorzy, działacze
z okresu II wojny światowej i wcześniejszego, i oni przekazywali młodszym
sposób myślenia o Polsce, jakiego uczył Roman Dmowski. Ze wzruszeniem wspominam,
kiedy to reaktywowana Młodzież Wszechpolska szkoliła kadry dziś widoczne na
scenie politycznej, działając bez jakiegokolwiek wsparcia finansowego ze źródeł
publicznych. To przy takiej pracy ludzie się sprawdzają. Słabsi odchodzą,
następuje oczyszczenie, ale ci co trwają, hartują się na różne życiowe
ewentualności.
Przyjdzie nam teraz
tak właśnie działać. Bez środków materialnych, bez perspektywy korzyści
osobistych, ale z wiarą w potrzebę walki o dobro Polski w przyszłości.
Przeszkolone kadry
Nie jesteśmy bez
atutów. Mamy młode, przeszkolone kadry. Młode, a więc takie, które jeszcze
wiele dziesięcioleci będą aktywne w życiu politycznym. Przeszkolone w tym
sensie, że już otarte o wielką politykę. Wielu było posłami lub asystentami
posłów. Kilku było ministrami czy wiceministrami. Sporo otarło się o pracę w
samorządach, również na wysokich stanowiskach. Wiedzą, na czym polega proces
legislacyjny. Wiedzą, czym się różni tworzenie ustaw od rządzenia. Wiedzą, co
to jest odpowiedzialność za słowo. Wiedzą jak łatwo nieodpowiednią wypowiedzią
można zepsuć wizerunek własny i formacji, którą się reprezentuje. Wielu otarło
się o media. Udzielali wywiadów, występowali w programach telewizyjnych,
nauczyli się panować nad mimiką, nad dykcją, mówić krótko i klarownie.
To są wszystko atuty,
które będą przydatne w przyszłości. Przecież ruch narodowy nie skończył się,
nie zginie. Przyjdzie następne rozdanie i znowu przyjdzie potrzeba uruchomienia
własnych kadr do zadań państwowych.
Widoczny dorobek
Może dzisiaj to nie
jest takie oczywiste, ale jako formacja polityczna mamy widoczny, pozytywny
dorobek. Tak to już jest, że z czasem zapomina się o rzeczach złych, a pamięta
dobre. Widzieliśmy, jak mimo antygierkowskiego „sierpnia”, z
którego narodziła się Solidarność, powróciła sympatia do czasów gierkowskich
wyrażona politycznym poparciem dla jego syna Adama (obecnie europosła).
Widzieliśmy jak znienawidzona i wbita w ziemię AWS, wraz ze sterującym nią
premierem Jerzym Buzkiem, już po czterech latach utraciła swoje odium, a Buzek
został wybrany do europarlamentu największą liczbą głosów. PC braci Kaczyńskich
też kiedyś wypadło z Sejmu, by powrócić pod inną nazwą i rządzić krajem.
Sądzę, że ludzie wnet
zapomną, co nam zarzucano, tym bardziej, że w tych zarzutach więcej było
demagogii niż konkretów. A co ludzie zapamiętają pozytywnego z dorobku LPR? Na
pewno skuteczną walkę o becikowe i o ulgi podatkowe na dzieci. O tym
przypominać będzie każde nowo narodzone dziecko i każde wypełnianie PIT-ów. Na
pewno w pamięci pozostaną mundurki szkolne przecież dziś już widoczne w polskim
krajobrazie, a także nadanie nauczycielom statusu funkcjonariusza publicznego. Zwiększone
bezpieczeństwo w szkołach na pewno wszystkich cieszy. Włączenie stopni z
religii do średniej na świadectwie maturalnym może nie wszystkich cieszy, ale
tym, którym to odpowiada, będzie się kojarzyć z LPR-owskim ministrem edukacji. Pozostanie
w pamięci, niestety nieskuteczna, ale jednak konsekwentna walka o obronę życia
nienarodzonych i walka z lobby homoseksualnym. Może nawet ludzie Kościoła to zauważą.
W nowym Sejmie nie ma już przeciwników wysłania wojsk polskich na wojnę w Iraku.
Gdy cena tej wojny będzie rosła, może sobie niektórzy przypomną, że LPR od
początku była przeciw. Na pewno pozostanie w pamięci konsekwentna walka o
suwerenność Polski w obliczu rosnących prerogatyw Unii Europejskiej, a przecież
zachwyt nad Unią nie będzie wieczny. Przyjdą dalsze przykłady narzucania nam
woli z zewnątrz, podobne do sprawy Rospudy, sprawy limitów produkcyjnych na
mleko i cukier, limitów połowowych dorsza, sprawy Alicji Tysiąc i in.
Stanowisko LPR w sprawach Unii i jej przemianowanej konstytucji będzie
pamiętane. Zwracanie uwagi na rosnącą rolę Niemiec w Unii i płynące z tego
zagrożenia dla Polski to też temat, który kojarzy się z LPR. Mam nadzieję, że
będzie też pamiętana nasza postawa patriotyczna. Sądzę również, że nikt nie
będzie w stanie zarzucić nam, że przeszkadzaliśmy w walce o lustrację, w walce z
korupcją, z pozostałościami komunizmu. Tymi sprawami chwali się PiS, choć nie
ma wielkich sukcesów na tych polach i nie może zarzucać, że to LPR mu w tym
przeszkadzało.
Jestem przekonany, że
ten widoczny i zapamiętany dorobek LPR przekształci się w rozpoznawalność naszego
narodowego profilu politycznego. To powinno pomóc nam wrócić na scenę
polityczną.
Zadania
A jakie stoją dziś
przed nami zadania polityczne? Przede wszystkim nie wolno nam poddawać się
depresji, załamywać rąk i tracić ducha. Wręcz przeciwnie, klęska wyborcza winna
nas zmobilizować do jeszcze bardziej intensywnej i systematycznej pracy. Nie
będąc zaangażowanymi w bieżącą politykę, będziemy mieli więcej czasu, by myśleć
długofalowo. Co mamy więc do zrobienia?
Myśl narodowa
Przede wszystkim
musimy powrócić do pracy nad myślą narodową. Specyfiką naszego ruchu zawsze był
nie tyle gotowy program działania, co umiejętność znajdywania najwłaściwszych
rozwiązań w ogniu wewnętrznej debaty. Wspólne i niezmienne były zawsze ogólne
zasady: dobro Polski, wierność nauce Kościoła, równoczesna troska o wszystkie
warstwy polskiego społeczeństwa i wszystkie dzielnice kraju (wszechpolskość),
zgodność deklaracji z czynami. By dopracować się właściwych rozwiązań dla
ważnych spraw społecznych (służba zdrowia, ubezpieczenia, system emerytalny,
demografia, szkolnictwo), gospodarczych (reforma finansów publicznych, podatków,
uproszczenie zakładania firm, rolnictwo, prywatyzacja), czy w sferze polityki
zagranicznej (sojusze, udział w misjach wojskowych, stosunki z sąsiadami,
stopień zaangażowania w organizacjach międzynarodowych), potrzeba
systematycznej pracy wielu specjalistycznych zespołów. Trzeba umieć się różnić,
spierać i wspólnie wypracowywać najlepsze rozwiązania. Trzeba śledzić sytuację
w kraju i za granicą, aby się orientować, co jest realne, a co nie. Główni
aktorzy takich zespołów roboczych to przyszli ministrowie odpowiednich
resortów. Tak trzeba traktować tę pracę nad rozwiązywaniem kluczowych polskich
problemów. Czasu poza Sejmem nie wolno zmarnować. Trzeba się szykować do roli,
jaką przyjdzie nam pełnić przy następnym rozdaniu.
Budowa programu
Z pracy nad myślą
narodową stopniowo winien wyłaniać się program polityczny. Program nie tyle dla
celów wyborczych, co dla nas samych. Musimy wiedzieć, co chcemy osiągnąć i
jakimi posunięciami. Musimy mieć program merytorycznie dopracowany. Program
wyborczy jest z natury bardziej hasłowy niż merytoryczny, ma zainteresować
wyborcę mało zorientowanego w mechanizmie rządzenia. Oczywiście, musi być
zgodny z tym merytorycznym, bo narodowcom nie wolno obiecywać „gruszek na
wierzbie”, nie wolno głosić, co innego, niż się zamierza zrobić. Oprócz
haseł musimy jednak mieć też program merytoryczny. Musimy być gotowi.
Szkolenia
Trzeba stale przygotowywać
nowe kadry. Nie wolno nam więc rezygnować z Akademii Orła, z obozów
szkoleniowych i z rozwijania naszych organizacji młodzieżowych. Będziemy to
musieli robić bez pieniędzy, na koszt uczestników, bez honorariów dla
wykładowców, społecznie, ale praca nad przyszłym pokoleniem to najważniejszy
element pracy politycznej. Szybko umrze organizacja bez młodzieżówki, bez
narybku, bez nowych kadr co roku opuszczających uczelnie, wchodzących w
dojrzale życie i gotowych działać politycznie w jej szeregach.
Musimy młodym stale
wskazywać sensowne lektury i wymagać, by czytali. Musimy młode kadry nauczyć
samokształcenia, stałego samodoskonalenia się.
Musimy dbać o postawę
moralną naszych ludzi i konsekwentnie wyrzucać z ruchu tych, co nas
kompromitują, np. żyjących w niesakramentalnych związkach. Musimy się stale
dokształcać w zakresie wiedzy religijnej i dbać o czynne uczestnictwo w życiu
Kościoła.
Utrzymanie własnych mediów
Jednym z podstawowych
zadań w najbliższym czasie będzie troska o własne media. Bez środków
finansowych będzie to bardzo trudne, ale możliwe. Ja, póki mi sił starczy, będę
kontynuował wydawanie Opoki w Kraju na tych samych zasadach, co obecnie,
czyli rozsyłając ją do nielicznych i licząc na to, że oni ją rozmnażają i
podają dalej. Oczywiście będzie ona też jak dotychczas dostępna w internecie.
Ale Opoka wychodzi tylko kilka razy w roku. Potrzebne są media na co
dzień.
Przede wszystkim
musimy utrzymać na jak najwyższym poziomie portal internetowy www.prawy.pl. Musimy mieć kadry piszące, szybko
i regularnie reagujące na bieżące wydarzenia polityczne. Musimy przyzwyczaić
naszych ludzi, działaczy i zwolenników, do regularnego zaglądania do tego
portalu i czytania go. Przy tym portalu winien powstać dział rekomendowania
ukazujących się nowych książek wraz z wskazaniem gdzie i jak można je kupić.
Potrzebne też jest
pismo bardziej poważne, na łamach którego przedstawiane będą dyskusje ideowe,
owoce prac programowych, analizy, opracowania historyczne. Taką rolę spełniać
może pismo Myśl.pl, obecnie wydawane z inicjatywy posła Sylwestra
Chruszcza przez okręg zachodniopomorski LPR.
Mam nadzieję, że
również tygodnik Myśl Polska zechce się znowu zbliżyć do LPR, bo
fascynacja PiS-em zapewne wnet minie.
Wreszcie, w miarę sił,
winniśmy wydawać różne pisemka lokalne, z lokalnej inicjatywy, na lokalny koszt
i na lokalną odpowiedzialność.
Rozbudowa struktur terenowych
Do najważniejszych
zadań będzie należało rozbudowywanie struktur terenowych. Musimy odszukaćdywać
tych działaczy, których z różnych przyczyn gdzieś po drodze pogubiliśmy. Zajęci
uczestniczeniem w pracach Sejmu i rządu zaniedbaliśmy trochę pracę organizacyjną.
Teraz będziemy mieli na to więcej czasu. Skoro nie widać nas od góry, z naszych
wysiłków odnotowywanych przez media, to musimy stać się zauważalni oddolnie.
Trzeba jak najwięcej ludzi angażować do wspierania spraw, o które walczyliśmy,
walczymy i walczyć będziemy. Skoro zabraknie naszej orientacji w Sejmie i
Senacie, to ludzie muszą widzieć, że ona nadal istnieje w obszarze
pozaparlamentarnym. Mam wrażenie, że brak LPR w Sejmie wnet będzie mocno
odczuwalny. To trzeba wykorzystać i organizować ludzi w terenie, by widzieli,
że ta opcja nadal istnieje i zasługuje na poparcie.
Utrzymanie zdolności do uczestniczenia w
wyborach
Każde wybory wymagają
wielkiego wysiłku organizacyjnego. Trzeba zbierać podpisy, trzeba obsadzać
obwodowe komisje wyborcze, trzeba kandydatów na posłów, senatorów, radnych
wszelkich szczebli, trzeba aktywistów do prowadzenia kampanii na szczeblu
lokalnym, rozklejania plakatów, roznoszenia ulotek itd. Na ogół LPR dobrze
sobie z tym wszystkim radziła. Ważne jest byśmy tej zdolności nie utracili, by
potrzebne do tego kontakty terenowe zostały utrzymane.
Ocena wyborów
Odnoszę wrażenie, że
tych wyborów nie byliśmy w stanie wygrać. To nie brak naszych wysiłków, złe
plakaty czy spoty telewizyjne, niewłaściwe wypowiedzi w mediach, czy zły dobór
kandydatów zadecydowały o naszej klęsce. Ta klęska była wpisana w cel tych
wyborów. Z wyników cieszą się przywódcy Unii Europejskiej, cieszą się niektórzy
ważni hierarchowie polskiego episkopatu, cieszą media zagraniczne i krajowe, od
Naszego Dziennika po Trybunę.
Ataki na nas szły ze wszystkich stron, od Radia Maryja po postkomunistów. Ataki
najczęściej bez sensu, ale skuteczne. Określenia typu „przystawki”,
„partia na katafalku”, „margines” itd. utrwalały nasz
obraz w świadomości społecznej. Zamówione sondaże okazały się samospełniające.
Było zamówienie na naszą eliminację i to osiągnięto. Z typowym „Schadenfreude” mówił
o naszej klęsce Niemiec Martin Schulz, przywódca grupy socjalistycznej w
Parlamencie Europejskim. My nie pasujemy do obecnej europejskiej poprawności
politycznej. Wmówiono polskiemu elektoratowi, że tylko cztery partie się liczą.
Myślę, że na przyszłość będzie tendencja, by zredukować je do dwóch tylko i to
nie do PO i PiS, ale do PO i LiD. Takie jest zamówienie zewnętrzne, a obecnie
polski wyborca jest proeuropejski i podatny na podszepty z zewnątrz. To się
jednak zmieni. Bywaliśmy już „papugą narodów”, ale zawsze po czasie
przychodziło otrzeźwienie. Dziś czas płynie szybciej i szybciej przyjdzie
otrzeźwienie.
Oceniam, że głównym
przegranym w tych wyborach jest PiS. Miał największy klub w Sejmie i dominującą
przewagę w Senacie. Dziś to wszystko utracił. Został im jeszcze prezydent, ale
nie posiadają w Sejmie wystarczającej większości do obrony weta prezydenckiego.
Rządząc, PiS stale prowokowało awantury we własnych szeregach (odejście Marcinkiewicza
i Sikorskiego, usunięcie Dorna z MSWiA, odejście Jurka i jego grupy, konflikt z
Zalewskim z Komisji Spraw Zagranicznych, usuwanie własnych nominatów: Kaczmarka,
Kornatowskiego, Netzla) oraz z koalicjantami. Ludzie byli zmęczeni polityką,
zmęczeni tymi ciągłymi awanturami. Jarosław Kaczyński okazał się politykiem
bardzo konfliktowym i niewiarygodnym. Pragnąc trochę spokoju elektorat oddał
władzę najbardziej widocznej alternatywie. Teraz PiS będąc w opozycji, będzie
próbował odbudowywać zaufanie społeczne do siebie poprzez krytykę rządu, ale
reakcja będzie naturalna. Czemuście nie robili tego mając władzę, czemuście ją oddali?
„Miałeś chamie złoty róg”. Ponadto PO nie zrezygnuje z okazji, by
zająć się rozliczaniem dwuletniego okres rządów PiS, tych wszystkich prowokacji
CBA i innych służb specjalnych. To będzie pogrążać PiS, a zarazem eksponować
LiD jako główną alternatywę dla PO. Nie będą to łatwe czasy dla PiS. Nie będą
to też łatwe czasy dla Polski.
LPR będzie w
komfortowej sytuacji obserwatora i krytyka z zewnątrz, nieodpowiadającego za
bieżące trudności, a zarazem w sytuacji wyraźnej alternatywy prawicowej nie tylko
dla LiD i PO, ale i dla słabnącego PiS.
Nasz czas jeszcze
powróci.
Człekozwierz
Jak
informowała cała prasa światowa, w Wielkiej Brytanii dano pozwolenie na
laboratoryjne tworzenie mieszańców ludzko-zwierzęcych. Przy pomocy
mikrochirurgii, do komórek jajowych zwierzęcych ma być wprowadzane jądro z
komórek ludzkich lub odwrotnie (jak kiedyś przy klonowaniu owcy Dolly, a teraz już
innych zwierząt). Rozwijający się twór będzie miał ludzkie DNA jądrowe i
zwierzęce DNA mitochondrialne lub odwrotnie. Z rozwijającego się embrionu będą
pobierane komórki macierzyste do dalszych badań – Bóg wie czego.
Oczywiście
reakcja Kościoła była natychmiastowa: zdecydowany sprzeciw. Bp Elio Sgreccia,
przewodniczący Papieskiej Akademii Życia określił to jako „potworny akt
przeciwko ludzkiej godności” (The
Catholic World Report, XI.07). Było też ostre „Oświadczenie Rady
Naukowej Konferencji Episkopatu Polski” z 22.X.07. Kościół zawsze
sprzeciwiał się wszelkim ingerencjom w naturalny proces rozrodczy. Sprzeciwia
się aborcji, sztucznej inseminacji, antykoncepcji, zapłodnieniu in vitro, klonowaniu, badaniom nad
embrionalnymi komórkami macierzystymi itd. Pozostaje jednak zagadnienie
etyczne. Skoro już ktoś takie badania prowadzi, to co zrobić z już istniejącymi
i żyjącymi pozaustrojowo embrionami ludzkimi. Kościół proponuje, by szukać dla
nich matek adopcyjnych, czyli akceptuje implantacje takich embrionów kobietom
mającym trudności z naturalnym zajściem w ciążę.
Teraz
powstało pytanie, co robić z żyjącymi pozaustrojowo embrionami ludzko-zwierzęcymi?
Jak podaje angielski Telegraph,
www.telegraph.co.uk/news/main.jhtml?xml=/news/2007/06/26/nchimeral26.xml
Konferencja Katolickich
Biskupów Anglii i Walii uważa, że te mieszańce traktować należy jak embriony
ludzkie i pozwolić matkom (dawczyniom komórek jajowych lub jąder komórkowych)
przyjąć implantację tych tworów do macicy. Nie wyjaśniono, co robić, jeżeli
komórka jajowa jest zwierzęca, a ludzkie jądro komórkowe jest męskie. Może
trzeba szukać chętnych do adopcji. Nie jestem pewien czy ta rekomendacja
angielskich biskupów znajdzie poparcie Magisterium Kościoła. Czy te twory mają
duszę? Te twory pewno i tak wkrótce zamrą z braku spójności ich różnych
właściwości. Jedno jest jednak pewne: świat zwariował. Ignorowanie urzędu
nauczycielskiego Kościoła doprowadziło do absurdalnych sytuacji i absurdalnych
pytań.
Aby sensownie komentować ten
temat potrzebna jest wiedza z zakresu cytologii i genetyki. Spróbuję wyjaśnić
pewne sprawy i uporządkować zachodzące zjawiska. Z góry zapowiadam, że jeżeli
Magisterium Kościoła zaproponuje inne wyjaśnienie, to swoją opinię natychmiast
wycofuję, ale na obecnym etapie wyraźnie potrzebna jest debata na ten temat i
spróbuję wnieść do niej swój wkład.
Refleksja
historyczna
W kulturze antycznej, za
wskazaniem stoików greckich, nowe życie ludzkie liczono od momentu spółkowania.
Uważano, że tak jak suche nasionko zboża złożone w wilgotnej glebie zaczyna
nowe życie, tak samo nasionko ludzkie, pochodzące od mężczyzny, znajduje
właściwe dla siebie środowisko w organizmie matki. Na dalszym etapie rozwoju
matka zaczyna je żywić, najpierw krwią (pępowina), a potem mlekiem, aż się
usamodzielni, ale życie rozpoczyna od chwili posiania.
Ojcowie Kościoła odrzucili tę
interpretację uznając, że nie ma nowego człowieka bez udziału matki. Uznali
matkę za coś więcej niż żywicielkę i w rezultacie moment powstania nowego
człowieka przenieśli na czas późniejszy, kiedy to już matka wnosi swój wkład.
Do dzisiaj wielu, jeżeli nie większość teologów, jest zdania, że moment
uczłowieczenia, czyli nadania przez Boga duszy ludzkiej, jest na jakimś etapie
rozwoju zarodka. Ze strony Kościoła na ten temat
brakowało wyraźnej definicji. W dokumencie Donum vitae
“Instrukcja o szacunku dla rodzącego się życia ludzkiego i o
godności jego przekazywania” z 22.II.1987, podpisanym przez prefekta Kongregacji Nauki
Wiary kardynała Józefa Ratzingera (obecnego Papieża) i opublikowanym z
polecenia Jana Pawła II mamy takie sformułowanie (Rozdz. I.1):
„Tak więc
owoc ludzkiego rozmnażania, od pierwszego momentu jego istnienia, to znaczy od
momentu uformowania się zygoty, wymaga bezwarunkowego szacunku, który z pozycji
etyki przysługuje istocie ludzkiej w jej cielesnej i duchowej pełni. Istotę
ludzką należy szanować i traktować jako osobę od pierwszego momentu poczęcia;
dlatego też od tego samego momentu jej prawa jako osoby muszą być uznane, a
wśród nich na pierwszym miejscu nienaruszalne prawo każdej niewinnej istoty
ludzkiej do życia”.
Dokument ten
zawiera też takie sformułowanie:
„Oczywiście,
żadne dane eksperymentalne nie wystarczają same w sobie, by rozpoznać ludzką duszę;
tym niemniej wnioski nauki odnośnie zarodka ludzkiego dostarczają cenne
wskazania dla uznania w oparciu o rozum osobowej obecności w momencie
pierwszego pojawienia się ludzkiego życia: jakżeż mógłby ludzki osobnik nie być
ludzką osobą? Magisterium nie sformułowało jeszcze potwierdzenia natury
filozoficznej w tej materii.”
Dał ją dopiero Jan Paweł II,
który przemawiając do członków Papieskiej Akademii Życia w dniu 24 lutego 1998
r. powiedział: "Genom wydaje się być organizującym i strukturalnym
elementem ciała, zarówno w odniesieniu do osobowych jak i dziedzicznych cech:
wskazuje i warunkuje przynależność do gatunku ludzkiego, dziedziczną więź oraz
biologiczny i somatyczny wyznacznik osobowości. Ma determinujący wpływ na
strukturę egzystencji fizycznej od zarania poczęcia do naturalnej śmierci. To
na bazie tej wewnętrznej prawdy o genomie, obecnej już w chwili prokreacji,
kiedy to genetyczne dziedzictwa ojca i matki łączą się, Kościół wziął na siebie
zadanie obrony ludzkiej godności każdego osobnika od początku jego istnienia.
Refleksja antropologiczna w istocie prowadzi do uznania, z tytułu
substancjalnej jedności ciała i duszy, iż ludzki genom ma nie tylko znaczenie
biologiczne, ale także posiada antropologiczną godność, u której podstaw leży dusza
(anima spirituale) przenikająca go i
nadającą mu życie".
Tak, więc, Ojciec Święty połączył
moment nadania duszy ludzkiej z momentem powstania nowego genomu. Na razie jest
to tylko sformułowane w przemówieniu papieskim. Przydałaby się taka definicja w
dokumencie wyższej rangi. Sprawa jednak stała się jasna: nie wolno odmawiać
nowemu genomowi człowieczeństwa z tytułu braku duszy. Według dzisiejszej wiedzy
cytologicznej powstanie nowego genomu, to moment połączenia jądra żeńskiej z
jądrem męskiej komórki rozrodczej, czyli moment powstania zygoty.
Jak jednak traktować zarodek
powstały z mikrochirurgicznego wstawienia jądra z komórki somatycznej do
pozbawionej jądra komórki rozrodczej? Oto zagadnienie, przed którym dzisiaj
stanęła ludzkość.
Zacznę od wyjaśnienia pewnych pojęć.
Powstawanie
komórek rozrodczych
Jak w całym świecie żywym,
rozmnażanie jest albo płciowe, albo wegetatywne (o wegetatywnym za chwilę). W
cyklu rozmnażania płciowego jest etap, gdy komórki są haploidalne (jeden zestaw
genów) i etap, gdy są diploidalne (dwa zestawy genów). U ssaków, w tym u
człowieka, etap haploidalny jest zredukowany tylko do komórek rozrodczych. W
pozostałych stadiach rozwoju życia wszystkie komórki są diploidalne, posiadają
podwójny komplet informacji genetycznej, pochodzący od matki i od ojca. W
trakcie wzrostu komórki te dzielą się (podział mitotyczny), a przed każdym
podziałem następuje podwojenie każdego elementu, w tym tej podwójnej informacji
genetycznej, czyli każda następna komórka posiada tę samą podwójną informację
genetyczną, co wyjściowa.
Dojrzałość do rozmnażania
płciowego polega na osiągnięciu zdolności do produkowania komórek rozrodczych,
które posiadają tylko jeden komplet informacji genetycznej: by one powstały
musi nastąpić tak zwany podział redukcyjny (mejoza). Polega to na tym, że
informacja genetyczna pochodząca od matki i od ojca ulega wymieszaniu i
następuje podział, w wyniku którego każda komórka rozrodcza otrzymuje tylko
jeden zestaw tej informacji, czyli taje się haploidalną. Dzięki temu
wymieszaniu informacji genetycznej od ojca i od matki, każda komórka rozrodcza
jest genetycznie inna, posiada różne fragmenty informacji genetycznej, bądź to ojcowskiej
bądź matczynej. U kobiety komórki rozrodcze (jajowe) dojrzewają w jajnikach w
czasie owulacji, mniej więcej jedna komórka miesięcznie. W genitaliach
mężczyzny plemniki powstają w dużych ilościach i praktycznie stale. Każda ludzka
komórka rozrodcza żyje w jakimś stopniu samodzielnie, ale nie jest odrębną osobą ludzką.
Zapłodnienie
W normalnym biegu spraw,
zgodnie z naturą i planem Bożym, mąż, w czasie pożycia małżeńskiego, wprowadza
nasienie, czyli plemniki (męskie komórki rozrodcze) do dróg rodnych żony.
Plemniki te, własną siłą, wędrują w głąb macicy i jajowodów. Jeżeli jest to
czas owulacji i jest gotowa komórka jajowa (zdarza się że dwie, w obu jajnikach),
to plemniki te próbują penetrować błonę tej komórki. Pierwszy, który tego
dokona wprowadza swoje haploidalne jądro do komórki jajowej. Jądro to wędruje
do haploidalnego jądra komórki jajowej i tam się z nim łączy. To połączenie to
moment zapłodnienia. Powstaje komórka diploidalna, zygota. Powstaje nowa istota,
o nowej strukturze genetycznej, o nowym genomie, pochodzącym z połączenia
pewnej części materiału genetycznego ojca i pewnej części materiału
genetycznego matki (po 1/4 od każdego z dziadków, po 1/8 od pradziadków itd.). O
tym, która to część materiału genetycznego ojca, i która część materiału
genetycznego matki, i innych antenatów, uczestniczy w tym procesie, decyduje
przypadek, Wola Boża, i w rezultacie każda zygota, każda tą drogą powstała nowa
istota, jest genetycznie kimś innym - jest
nową osobą ludzką.
Aby doszło do zapłodnienia
musi nastąpić zgranie w czasie właściwego etapu rozwoju i żywotności komórki
jajowej, oraz plemnika. Pozostałe plemniki jako zbędne zamierają. Również,
jeżeli nie ma gotowej komórki jajowej plemniki są zbędne i zamierają. Jeżeli
nastąpi owulacja, jest komórka jajowa, ale nie było spółkowania, lub plemniki
są niesprawne, lub utraciły żywotność, bo za dużo czasu upłynęło od ich
powstania, komórka jajowa zamiera i jest wydzielana wraz z krwią miesiączkową. Natomiast,
jeżeli następuje zapłodnienie, rozpoczyna się rozwój zarodkowy nowego
człowieka, do miesiączkowania już nie dochodzi.
W związku ze zjawiskiem
bezpłodności medycyna coraz bardziej ingeruje w ten naturalny proces.
Najczęściej polega to na poddawaniu człowieka praktykom stosowanym w hodowli
zwierząt. Zaczęło się od sztucznego unasieniania. Polega ono na sztucznym
pobieraniu plemników od samca i podawania ich samicy w postaci zastrzyku. Zastosowanie
tej praktyki u ludzi potępił już papież Pius XII (przemówienie do Katolickiego
Związku Włoskich Położnych, 29.X.1951:
AAS 43 (1951) 850). Podobnie, gdy pojawiła się praktyka zapłodnienia in
vitro (dzieci z probówki) Kościół zdecydowanie zakazał tej praktyki
uznając, że: „Techniki te ... powodują oddzielenie aktu płciowego od aktu
prokreacyjnego. Akt zapoczątkowujący istnienie dziecka przestaje być aktem, w
którym dwie osoby oddają się sobie nawzajem” (KKK 2377). Dalszy rozwój
tych metod doprowadził do korzystania z nasienia lub komórek jajowych nie pochodzących
od małżonków, tylko od anonimowych dawców, potem od coraz mniej anonimowych, od
sprzedających swoje komórki rozrodcze itd. Przyszło też wypożyczanie macicy,
czyli implantacja zarodka nie do matki, lecz do osoby godzącej się honorowo lub
odpłatnie donosić cudze dziecko w swym łonie do porodu. Dla skuteczności metody
produkuje się więcej zarodków niż potrzeba, selekcjonuje je, wyrzuca lub
zamraża zbędne, oddaje je do celów badawczych itd. Cały ten dział medycyny jest
chory od początku. W tajemnicę poczęcia wprowadza osoby trzecie, lekarzy,
pielęgniarki, dawców, mamki. Nie jest to leczenie bezpłodności, bo rodzice
nadal zostają bezpłodni, ale jest to manipulacja procesem poczęcia, by dać im
upragnione dziecko, przy okazji zabijając zbędne. Cała mentalność z tym
związana wpisuje się w dopuszczającą aborcję cywilizację śmierci. Kościół
zabrania tych praktyk, ale skoro już powstały zarodki pozaustrojowo i są gdzieś
przechowywane w zamrażarkach, każe je traktować jako istoty ludzkie. [Tu mała
dygresja. Właśnie nowa minister zdrowia Ewa Kopacz zapowiedziała refundowanie
kosztów procedury zapłodnienia in vitro
ze środków publicznych: „...chociaż jestem praktykującą katoliczką, to w
kwestii zapłodnień in vitro nie
zgadzam się z nauczaniem Kościoła” (www.wiadomości.gazeta.pl z 29.XI.07).
Czyli my wszyscy będziemy finansować tę niemoralną procedurę. Ta zapowiedź
spotkała się z krytyką abp. Nycza i prymasa Glempa, ale sekretarz Konferencji
Episkopatu bp. Stanisław Budzik powiedział, że „Episkopat nie chce
ingerować w konkretne propozycje rządu” (Dziennik 6.XII.07). A niby czemu nie?! Czego się boi? Czyżby były w
tej sprawie różnice w episkopacie? Że wśród duchowieństwa są niepokojąco różne
zdania na ten temat świadczy chociażby artykuł ks. Adama Bonieckiego pt.
„Poza ciałem” (Tygodnik
Powszechny 9.XII.07), który kończy słowami: „Być może po trzydziestu
latach badań, rozwoju nauki i doświadczeń Stolica Apostolska będzie chciała coś
dodać do tego, co głosiła przed dwudziestu laty.”].
Mimo tak daleko idącej ingerencji
służby zdrowia w proces poczęcia, ciągle jednak o genomie, o strukturze
genetycznej nowego człowieka, decyduje przypadek, losowe fragmenty zmienności
genetycznej dawcy plemnika i dawczyni komórki jajowej.
Przy braku szacunku dla tajemnicy
poczęcia, pojawiły się nawet próby łączenia komórek rozrodczych ludzi i
zwierząt. Spółkowanie ze zwierzętami (zoofilia) nic nie daje, podejmowano więc
próby in vitro. Uzyskiwano po kilka podziałów komórkowych, ale wkrótce komórki
te zamierały. W sposób oczywisty Pan Bóg nie dodaje duszy ludzkiej do czegoś,
co nie jest człowiekiem. Mieszańca człowieka ze zwierzęciem uzyskać się nie
udało.
Rozmnażanie wegetatywne (klonowanie)
W świecie żywym obserwujemy też rozmnażanie wegetatywne. Polega to na
tworzeniu nowego osobnika bez udziału procesu płciowego. Przy rozmnażaniu
wegetatywnym nowe osobniki są genetycznie identyczne z wyjściowym. Nie ma
podziału redukcyjnego, komórek rozrodczych, mieszania informacji genetycznej
pochodzącej od rodziców itd. Najbardziej znamy ten proces w ogrodnictwie. Są
rośliny, które bardzo łatwo mnożą się wegetatywnie. Bierzemy ich część i ta
część wytwarza nowe korzenie, liście itd. i zaczyna funkcjonować niezależnie od
rośliny rodzicielskiej. Czasem ma okres wzrostu jeszcze w połączeniu z rośliną
macierzystą. Tak rozmnażają się truskawki. Pędy ukorzeniają się, ale jeszcze
jakiś czas czerpią pomoc od rośliny macierzystej. Ziemniakom urywamy bulwy,
sadzimy do ziemi i dają nowe rośliny. Topolom ucinamy gałązki, wkładamy do wody
(lub prosto do ziemi) i one puszczają korzenie dając nową roślinę. Te nowe
rośliny są genetycznie identyczne z roślinami wyjściowymi. Tu zwykle chodzi o
rośliny diploidalne, a więc posiadające podwójny zestaw informacji genetycznej
pochodzący od matki i ojca z okresu ostatniego rozmnażania płciowego. Cały
wzrost, wytwarzanie nowych organów (korzeni, liści), odbywa się poprzez
mitotyczne podziały komórkowe, które zachowują pełną tożsamość genetyczną, a
tylko różne geny są uruchamiane dla potrzeb danego organu czy tkanki. Mogą to
jednak być też rośliny haploidalne, gdy np. rozmnażamy wegetatywnie mchy. Tu
także podział komórkowy jest mitotyczny, tyle, że informacji genetycznej jest o
połowę mniej, gdyż pochodzi tylko od tego rodzica, u którego dokonał się
podział redukcyjny dający pierwszą komórkę haploidalną, od której to rozwinął
się dany organizm.
U zwierząt rozmnażanie wegetatywne jest zjawiskiem rzadszym. Są jednak
zwierzęta, np. rozgwiazdy, ukwiały czy stułbie (hydry), których fragmenty
uzyskują samodzielność. Płazińce można podzielić na pół i obu połówkom wyrosną
brakujące części. Wśród ssaków, w tym u człowieka, zdarza się to na bardzo
wczesnym etapie rozwoju i stąd mamy identyczne bliźniaki (tzw. jednojajowe).
Jak do tego dochodzi?
Na wczesnym etapie rozwoju zarodka, składającego się z dwóch albo z
zaledwie kilku komórek, zdarza się, że następuje podział i obie (lub więcej
– bo znamy i jednojajowe trojaczki czy czworaczki) części dalej rozwijają
się niezależnie, w efekcie dając genetycznie identyczne rodzeństwo.
Oczywiście, nie każda komórka oddzielająca się od zarodka musi rozwinąć
się w nowego osobnika. Podobno są komórki oddzielające się i wędrujące do szpiku
kostnego matki pozostając tam jako komórki macierzyste, nie matki, ale jej
dzieci (www.npr.org/templates/story/story.php?storyId=5195551).
Różne części organizmu ludzkiego, na różnych etapach rozwoju, oddzielają się od
danego osobnika i wcale nie stają się odrębnym osobnikiem. Genetycznie pępowina
i łożysko to części dziecka, a nie matki. Po porodzie stają się zbędne. Wypadające
czy usunięte włosy czy zęby są częścią organizmu ludzkiego, ale odrębnym
osobnikiem się nie stają. Operacyjnie usuwa się, migdałki, chore organy czy
kończyny. Bywa, że udostępnia się organy do przeszczepów. Wszystkie te części
organizmu ludzkiego są genetycznie identyczne z organizmem, od którego pochodzą,
ale nie stanowią odrębnej istoty.
Dzisiaj są już technologie hodowania tkanek ludzkich. Na przykład
pobiera się tkankę od pacjenta poparzonego, hoduje in vitro skórkę o grubości jednej komórki i nakłada ją na poparzone
powierzchnie pacjenta. Daje to szybsze gojenie ran, gdyż jest to tkanka własna,
genetycznie identyczna z organizmem pacjenta. Oczywiście można by ją też
zastosować do innego pacjenta, ale tak łatwo się nie przyjmie. Może być
odrzucona, bo jest genetycznie ciałem obcym – podobnie jak przy przeszczepach.
Jednak przyjęcie się obcej genetycznie tkanki czy organu nie zmienia faktu, że
pacjent zachowuje swoją tożsamość jako osoba, jako człowiek z odrębną duszą.
[Tu znowu dygresja. Gdy załamała się polska transplantologia z powodu
podejrzeń o nieprawidłowości w procedurach, Episkopat wezwał do ofiarności w
udostępnianiu organów („Słowo biskupów polskich w sprawie przeszczepiania
narządów” z 11.IX.07, czytane w kościołach 23.IX.07). Przy okazji poparł
etycznie wątpliwą zasadę, że „podstawą do stwierdzenia śmierci
człowieka jest ustanie wszelkiej aktywności mózgowej”. Wobec takich
„zmarłych” w trakcie wyjmowania narządów korzysta się z usług
anestezjologów, aby to wyjmowanie nie bolało „zmarłego”. Kościół
winien chyba być bardziej ostrożnym w akceptowaniu dzisiejszych
„naukowych” definicji śmierci.]
Możemy sobie wyobrazić, że na etapie rozwoju zarodka, coraz to jakaś
komórka czy część się oddziela, ale nie staje się nowym organizmem. Jest jak ta
hodowana skórka, może nawet jakiś czas rosnąć, dzielić się dalej, rozmnażać,
ale nie wyrasta z tego cały nowy organizm. Jest częścią już istniejącego
człowieka. Jeżeli w którymś momencie te osobne grupy komórek zaczną rozwijać
się jako odrębny zarodek, to stają się odrębną osobą i dostają od Pana Boga
odrębną duszę. Nie wiemy, w którym to momencie, ale Pan Bóg wie i zapewne daje
je tylko wtedy, gdy odłączone komórki rzeczywiście rozwijają się w odrębny
zarodek.
Szczególną formą mnożenia wegetatywnego są dzieci syjamskie. Następuje
częściowy podział zarodka i rośnie on z podwojonymi pewnymi częściami ciała,
ale nie wszystkimi. Gdy się tylko da, to próbuje się takie bliźniaki
rozdzielić. Gdy są dodatkowe kończyny (jak widzieliśmy ostatnio w mediach) to
próbuje się je operacyjnie usunąć. Ale gdy są dwie głowy, a jeden tułów –
co wtedy? Czy są to dwa osobniki czy jeden, dwie dusze czy jedna? Odcinać jedną
głowę, czy nie? Bywa, że jedna głowa jest zdolniejsza, a druga słabsza, gorzej
się uczy. Zwykle takie istoty (osoba, osoby) długo nie żyją, ale bywa, że i
dożywają dorosłości. Nie łatwy to problem dla rodziny, lekarzy, otoczenia.
Kryje się za tym jakaś tajemnica życia. Nie wszystko zrozumiemy.
Na pewno jednak nie wolno nam próbować tworzyć bliźniaków specjalnie,
sztucznie, w laboratoriach. We wspomnianym wyżej dokumencie (Donum Vitae, Rozd. I.6) napisane jest
wyraźnie: „Również podejmowane próby, lub hipotetyczne rozważanie
otrzymywania istot ludzkich bez jakiegokolwiek związku z seksualnością poprzez
„podziały bliźniacze”, klonowanie lub partenogenezę należy traktować
jako sprzeczne z prawem moralnym ponieważ przeczą godności zarówno ludzkiej
prokreacji, jak i małżeńskiej jedności.”
Niestety próby klonowania poprzez podziały zarodków we wczesnym okresie
ich rozwoju były i są podejmowane - jak na razie nieskutecznie.
Partenogeneza (inaczej
dzieworództwo) to rozmnażanie poprzez uaktywnienie się komórki jajowej
(haploidalnej) do samodzielnego rozwoju, bez zapładniającego udziału komórki
rozrodczej męskiej. Odbywa się to przez podział jądra komórki jajowej bez
podziału samej komórki. W ten sposób osiąga się diploidalność, ale przy
identycznej informacji genetycznej dla każdego genu (homozygotyczności). U
roślin proces ten określany jest jako apomiksja. Występuje też u niektórych
skorupiaków, owadów i innych stawonogów, a także u nielicznych gadów i płazów. Może
też być indukowana sztucznie. Były już próby z człowiekiem w tym kierunku (w
Korei). Są jednak duże problemy rozwojowe w związku z dużym obciążeniem
genetycznym populacji ludzkiej (choroby genetyczne są ukryte w heterozygotach,
wadliwy gen od jednego z rodziców jest kompensowany przez prawidłowy od
drugiego i przez to się nie ujawnia). Osobnik haploidalny, czy też homozygotyczny
dla wszystkich genów, będzie obarczony wieloma chorobami i w rezultacie
niezdolny do życia.
Postęp nauk przyniósł jednak nowy pomysł – klonowanie poprzez
mikrochirurgię.
Dolly
W Wielkiej Brytanii dokonano
klonowania ssaka, owcy Dolly, zastępując jądro komórki jajowej jądrem pobranym
z tkanki somatycznej dojrzałego osobnika. Wymagało to mikrochirurgicznego
usunięcia haploidalnego jądra z żeńskiej komórki rozrodczej bez uszkodzenia jej
pozostałych części (cytoplazmy) i wstawienia w jego miejsce jądra diploidalnego
pobranego z komórki somatycznej. Następnie pobudzono tą zmodyfikowaną komórkę
jajową do podziałów i dalszego rozwoju zarodka, a potem implantowano go do macicy.
Urodzony po tych operacjach osobnik był genetyczną kopią dawcy diploidalnego
jądra komórki somatycznej. Tak w każdym razie to przedstawiono. Nie jest to do
końca prawda, bo w cytoplazmie, a szczególnie w mitochondriach, też jest trochę
informacji genetycznej, a ta pochodzi od dawcy komórki jajowej. Z tego powodu,
niektórzy określają Dolly jako chimerę. To też nie jest uzasadnione. W
mitologii chimera to potwór posiadający części z różnych organizmów (centaur, minotaur,
syrena), a w genetyce osobnik, powstały z połączenia komórek różniących się
genetycznie. Dalszy wspólny wzrost tego zespolonego organizmu prowadzi do tego,
że jego różne części mają odmienną tożsamość genetyczną. Dolly to była owca o
genotypie odpowiadającym dawcy jądra diploidalnego, a więc była jego klonem,
natomiast odziedziczyła też od dawcy komórki jajowej to, co niesie informacja
genetyczna zawarta w cytoplazmie (mitochondrialna). Tak zresztą jest u każdego
z nas, bo cytoplazmę mamy tylko od matki. Dolly miała jednak dwie matki, bo także
jądro diploidalne pochodziło od samicy.
Dodajmy, że tak powstała Dolly nie
była osobnikiem młodocianym, jak by wynikało z czasu od klonowania i urodzenia,
ale miała cechy starcze, bo jądro diploidalne posiadało już wiek swojej
dawczyni i to wpłynęło na Dolly. Chorowała i została uśpiona po 6 latach (owce
żyją ok. 12 lat).
Badania tego typu są jednak
kontynuowane. Udało się to już u koni, u krow, u muflonów i u myszy. Są też prace
nad ludźmi - na razie nieskuteczne.
Sancta Sanctorum
Skoro, jak powiedział
Jan Paweł II, "genom ma ... godność, u której podstaw leży dusza",
próba powołania do życia osoby ludzkiej, o znanym genomie, to wkraczanie w
kompetencje Pana Boga. Normalnym biegiem spraw w chwili poczęcia w komórce
jajowej dokonuje się powołanie do istnienia nowego genomu, o którego tożsamości
decyduje Pan Bóg, lub, jeżeli ktoś woli, przypadek. Rodzice dają jądra komórek
rozrodczych, o nieznanej im tożsamości genetycznej, powodując powstanie nowego,
nieznanego genomu, a Pan Bóg dodaje ludzką duszę. Ta tajemnica tworzenia i
stwarzania odbywa się w sanktuarium komórki jajowej, miejscu tajemniczego
współdziałania ludzi i Boga. Zdarza się, że Bóg pozwala na naturalne klonowanie
(bliźnięta jednojajowe), na etapie, gdy zalety czy wady tego genomu nie są ludziom
znane. Tymczasem dziś człowiek próbuje powołać do istnienia ludzkie życie, o
wybranym przez siebie genomie i zmusić Boga, by właśnie temu genomowi
(osobnikowi) dał bliźniaka, z ludzką duszą. Jak pierwsi rodzice w Raju, człowiek
próbuje wejść w kompetencje Stwórcy.
Można powątpiewać czy
komukolwiek to się uda, ale już sama próba jest „«ohydą
spustoszenia» zalegającą miejsce święte”, o której mówił Jezus (Mt.
24.15).
Człekozwierz
Ludzka bezczelność idzie
jeszcze dalej. Jak podałem na początku tego artykułu, podejmowane są badania
mające na celu uzyskanie zarodka taką metodą jak u Dolly, tyle że komórka
jajowa i somatyczne diploidalne jądro mają pochodzić od różnych gatunków, w tym
od człowieka i od zwierzęcia. Chodzi o oba warianty. Ludzkie jądro w
pozbawionej jądra zwierzęcej komórce jajowej i odwrotnie. Czy coś z tego wyrośnie?
Można powątpiewać. Jeżeli jednak tak, to co to będzie, człowiek, zwierzę, czy
coś pośredniego? Czy należy to coś ratować, oferując adopcję do ludzkiej
macicy?
Wspomniana na początku wypowiedź
angielskich biskupów przyznająca tym tworom człowieczeństwo budzi wątpliwości.
W moim przekonaniu byłoby to uzasadnione tylko wtedy, gdy genom jądra
diploidalnego jest ludzki, ale nie w przypadku, gdy jest on zwierzęcy. Komórkę
jajową traktowałbym jak wypożyczoną macicę. To tak jakby zarodki ludzkie (te
zbywające z procesu zapładniania in vitro) implantować do zwierzęcych
macic, aby spróbować je dochować do urodzenia. Wkładanie zwierzęcego jądra
diploidalnego do pozbawionej jądra ludzkiej komórki rozrodczej traktowałbym tak
samo jak wkładanie zarodka zwierzęcego do ludzkiej macicy na odchowanie.
Zaiste ohyda
spustoszenia!
NOTATKI
B’nei B’rith
Pisałem ostatnio o reaktywowaniu w Polsce loży B’nei B’rith.
Z okazji tej uroczystości byli w Polsce prezes i wiceprezes tej organizacji,
którzy skorzystali z okazji, by spotkać się z ambasadorem USA w Warszawie. Jak
informuje Ambasada na swojej stronie internetowej:
„Omówiono m.in. sprawę ustawodawstwa dotyczącego zwrotu mienia oraz
kwestie związane z Radiem Maryja i Telewizją Trwam”.
Mam też dodatkową informację o samej uroczystości reaktywowania tej loży.
Wśród osób reaktywujących lożę znajduje się Romuald Jakub Weksler Waszkinel.
Niewątpliwie chodzi o księdza o tych imionach i nazwiskach. Swego czasu pisał o
nim Tygodnik Powszechny (16.II.2003). Jako żydowskie niemowlę został
uratowany przez polskich małżonków Waszkinel. Jego żydowska rodzina została
zamordowana przez Niemców. Już jako kapłan dowiedział się o swoim pochodzeniu,
odnalazł swą dalszą rodzinę w Izraelu i swe nazwisko rodowe Weksler.
Na inauguracji loży występował bez koloratki. Jest prezbiterem
archidiecezji lubelskiej i pracownikiem Zakładu Metafizyki KUL. Był
zarejestrowany jako Tajny Współpracownik SB (KAI 04.X.06).
###
Islamizacja
Istniejący od 1875 r. Instytut Katolicki w Paryżu (L'Institut catholique de Paris (ICP)), renomowana prywatna uczelnia katolicka, zapowiedział właśnie nowy kierunek studiów od stycznia 2008 roku: będzie uczył islamu, nie islamoznastwa, ale islamu. Chodzi o kurs dla studentów, którzy mają zostać imamami. Zarówno arcybiskup Paryża, kanclerz ICP, świeżo mianowany kardynałem André Vingt-Trois, jak i imam Dalil Boubaker z głównego meczetu Paryża, prezydent francuskiej rady kultu muzułmańskiego, zaaprobowali ten projekt. Jakiś czas temu, były minister spraw wewnętrznych Nicolas Sarkozy, próbował bezskutecznie namówić Sorbonę i inne świeckie paryskie uczelnie na wprowadzenie takiego kierunku studiów. Teraz jako prezydent Francji musi być zadowolony ze swego arcybiskupa (Agencja RU 42/2007 – 27.X.07).
###
Głosowanie
to odpowiedzialność
Dzisiaj Niemcy odżegnują
się od odpowiedzialności za Hitlera i jego narodowy socjalizm. Może warto przypomnieć,
że Hitler, po wygranych wyborach, został kanclerzem w styczniu 1933 r. z
nominacji prezydenta Paula von Hindenburga. Po śmierci Hindenburga 2.VIII.1934r.,
Hitler zaproponował likwidację urzędu prezydenta i połączenia funkcji głowy
państwa z urzędem kanclerskim w jego osobie, pod nazwą Führer und
Reichskanzler. Tę zmianę konstytucyjną poddano pod referendum 19.VIII.1934 r.
Uzyskała ona 38 mln głosów poparcia (90% głosujących).
Uczestnictwo w głosowaniach to sprawa ważna
i ponosi się odpowiedzialność za wynik. Kto nie głosował, niech na władzę nie
narzeka – mógł decydować, by była inna. Kto głosował i jego opcja wygrała,
ten jest współodpowiedzialny za wszystko, co zwycięzcy wyczyniają. Tylko ten,
kto głosował i jego opcja przegrała, ma mandat do krytykowania władzy.
###
Kurier Wileński przeprasza
W dniu 27.X.07 Kurier Wileński opublikował artykuł Jana Sienkiewicza pt. „Moskwa przeciwko pedarastom i ja z nią” ostro krytykujący promocję homoseksualizmu na Litwie. Już 30.X.07 Kurier przeprasza „wszystkich, którzy poczuli się obrażeni opinią Jana Sienkiewicza”. Podobno przeprosiny i zwolnienie Sienkiewicza z pracy były wymuszone interwencją dyplomacji RP, która zagroziła pismu odcięciem dotacji. Było to jeszcze za rządów PiS-u.
###
Książeczka o ewolucji
Napisałem książeczkę na temat nauczania o teorii ewolucji w europejskich szkołach („Teaching on evolution in European schools”). Zawiera ona między innymi kilka artykułów, które już prezentowałem w Opoce. Opublikowałem ją i rozdałem wszystkim europosłom, jak również wielu asystentom i innym pracownikom Parlamentu Europejskiego, którzy się do mnie po nią zgłosili. Szeroko rozesłałem ją też do różnych moich przyjaciół i znajomych zajmujących się tematyką ewolucji. Książeczka odbiła się sporym echem. Z USA miałem aż trzy niezależne wersje poprawek do niej, głównie językowych, z prośbą o akceptację, bo poprawiający zapragnęli ją promować elektronicznie w swoim zasięgu. Z Francji i Szwecji zapowiedzieli mi, że będą ją tłumaczyć i odcinkowo drukować w swoich periodykach.
Mam jeszcze sporo egzemplarzy po angielsku, które chętnie rozdam zainteresowanym. Odsyłam też do strony internetowej Opoki w Kraju. Tam książeczka ta znajduje się zarówno w wersji angielskiej, jak i polskiej. Wszystkich upoważniam do przedruków w całości lub w częściach, ale proszę o podawanie źródła.
Spis rzeczy
Nie należy rozpaczać ......................................................................................... 1
Człekozwierz ..................................................................................................... 7
Notatki: B’nei B’rith 15, Islamizacja 15, Głosowanie to odpowiedzialność 15, Kurier Wileński przeprasza 16, Książeczka o ewolucji 16.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Opoka w Kraju w internecie: http://opoka.giertych.pl
Opoka w Kraju jest rozsyłana za darmo do osób, które chcę, by ją miały, w tym do wszystkich biskupów. Osobom, które mi pomagają i dzięki którym wzrasta krąg moich odbiorców, wyrażam serdeczne Bóg zapłać - pozostaną anonimowe. Wszystkich zachęcam do przedruków, do powielania pisma i handlowania nim. Ta praca jest dla mnie największą pomocą. Prenumeraty nie prowadzę. Maciej Giertych
------------------------------------------------------------------------------------------------
Opoka w Kraju PKO BP SA Poznań: 08 1020 4027 0000 1202 0400 1632