OPOKA
W KRAJU
71(92)
Kórnik grudzień 2009
Wydawnictwo seryjne Ligi Rodzin, ukazujące się w nieregularnych odstępach czasu
pod redakcją Macieja Giertycha
Adres: os. Białoboka 4,
62-035 Kórnik
Z okazji
zbliżających się świąt Narodzenia pańskiego składam wszystkim czytelnikom jak
najlepsze życzenia wielu łask od Nowonarodzonego. Gloria in excelsis Deo et in
terra pax hominibus bonae voluntatis
Sprawozdanie z pracy w Parlamencie
Europejskim
Sympatycznym
doświadczeniem pracy w Parlamencie było to, że polscy posłowie różnych opcji
potrafili się porozumiewać, dzielić informacjami o tym, co się dzieje na komisjach
i wspólnie ustalać strategię przy głosowaniach, szczególnie w sprawach ważnych
dla Polski. Ta ponad-partyjna współpraca szła nam o wiele lepiej niż w Sejmie.
Jako „Klub Polski” spotykaliśmy się raz na miesiąc, zwykle zapraszając kogoś z
władz krajowych by naświetlił nam stanowisko rządowe w sprawie właśnie
przygotowywanych uchwał Parlamentu Europejskiego.
Okazało się, że w Parlamencie Europejskim (PE)
zbyt wiele zrobić się nie dało. Wszystkie ważne głosowania przegrywaliśmy.
Zarówno te z zakresu moralności publicznej (dotyczące aborcji, homoseksualizmu,
śmierci mózgowej, badań nad embrionalnymi komórkami macierzystymi itp.) jak i
te dotyczące specyficznie interesów Polski czy też wszystkich nowych krajów w
ich relacjach z piętnastką starych krajów Unii. Te stare kraje są w stanie o
swoje interesy zadbać, potrafią porozumieć się i wszystko co chcą przegłosować.
Nam pozostawało więc tylko robienie szumu, bardziej pod media niż pod efekt
przy głosowaniach. Parlament Europejski to teren nagłaśniania różnych spraw.
Kręci się tam wielu dziennikarzy ze wszystkich krajów i o czymś muszą pisać,
więc można im tematy podpowiadać. A ponieważ jest to forum polityczne, bardzo
pilnowane przez media, można więc uzyskać spore polityczne nagłośnienie dla
ważnych spraw. Udało mi się kilka razy mocno w mediach zaistnieć. Zacznę jednak
od przedstawienia mojego wystąpienia, które uważam za ważne, choć większego
echa nie wywołało.
Wystąpienie z okazji 60 rocznicy zakończenia II wojny światowej.
W dniu 11 maja 2005 roku
była w Parlamencie debata z okazji 60 rocznicy zakończenia II wojny światowej.
Przemawiałem wtedy w imieniu grupy politycznej Niepodległość i Demokracja,
dzięki czemu miałem nieco więcej czasu (5 min.) na przemówienie, podczas gdy
zwykle dostawałem minutę lub półtora. Oto tekst tego przemówienia:
„Panie Przewodniczący, Wysoka Izbo!
II wojna światowa rozpoczęła się we wrześniu 1939 roku najazdem i okupacją
mojego kraju, Polski przez Niemcy i Związek Radziecki. Ten rozbiór Polski był
rezultatem Paktu Ribbentrop-Mołotow, podpisanego tydzień wcześniej w Moskwie.
Polska została zniewolona nie przez nazistowskie czy komunistyczne bojówki
partyjne, ale przez regularne siły zbrojne sąsiednich państw, przez niemiecki
Wehrmacht, Luftwaffe i Kriegsmarine oraz przez Armię Czerwoną. Dodajmy, że w
owym czasie w Niemczech rządziła Partia Narodowo-Socjalistyczna i kanclerz
Hitler, którzy doszli do władzy w wyniku demokratycznych decyzji niemieckiego
elektoratu, a w Rosji Stalin i partia komunistyczna wyniesieni przez rewolucję.
Kapitulacja Niemiec 8 maja 1945 roku, której 60 rocznicę właśnie
obchodzimy, stała się symboliczną datą kresu bezprawia, jakiego dopuszczały się
hitlerowskie Niemcy na podbitych terenach. Nie zakończyło to jednak bezprawia
zapoczątkowanego inwazją Związku Radzieckiego na Polskę w 1939 roku. Wojnę z
Niemcami wygraliśmy, ale wojnę z Rosją przegraliśmy. Ta przegrana oznaczała, że
narzucono nam obcą władzę, obcy system gospodarczy i obcą ideologię.
Uczestniczyliśmy na wszystkich frontach II wojny światowej, od pierwszego
do ostatniego wystrzału. W wojnie z Niemcami mieliśmy sojuszników, od 1941 roku
również w postaci Związku Radzieckiego. Doceniamy udział Rosji w pokonaniu
nazistowskich Niemiec i ogrom rosyjskich ofiar z tego tytułu, ale nie zmienia
to faktu, że Rosja traktowała nas jako kraj podbity, mało tego, nasi zachodni
sojusznicy w walce z Niemcami, byli również sojusznikami Związku Radzieckiego i
wyrazili w Jałcie zgodę na to, by on nas zniewolił. Wyzwalać musieliśmy się
sami, krok po kroku. Najpierw wyjmując spod kolektywizacji rolnictwo, potem
uwalniając Kościół, dalej uzyskując tolerancję dla drobnej, prywatnej
inicjatywy, a wreszcie wolność dla ruchu związkowego, wolność słowa i polityki.
Zewnętrzną pomocą przy tym wszystkim był jedynie stopniowo wygrywany przez
USA wyścig zbrojeń, a szczególnie sukces reaganowskich gwiezdnych wojen
powodujący słabnięcie Związku Radzieckiego. Obecność wojsk amerykańskich w
Europie i istnienie NATO zapewniło Zachodniej Europie pokój przez 60 lat. Dziś
z tych pożytków korzystają też kraje Europy Wschodniej i Środkowej - włączone
do NATO lub do partnerstwa dla pokoju. Pragnienie pokoju i wolności, do
kształtowania przyszłości według własnych upodobań, łączy nas wszystkich.
Wkrótce odejdzie moje pokolenie pamiętające II wojnę światową z przeżyć
osobistych. Zadbać musimy, by wśród następnych pokoleń była ona pamiętana zgodnie
z faktami. Jakże bolesnym dla nas Polaków jest fakt, że w tak wielu mediach na
zachodzie stale pojawia się krzywdzące nas sformułowanie: polskie obozy
koncentracyjne, czy nawet, na co pozwolił sobie brytyjski The Guardian, polskie komory gazowe i krematoria. Tak, również na
polskiej ziemi były te fabryki śmierci, ale nie były one polskie, tylko
niemieckie. Odpowiedzialność za nie spada nie na wszystkich Niemców. Doceniamy,
że naród niemiecki odciął się od niechlubnego dziedzictwa epoki nazizmu, zależy
nam jednak na tym, by w świadomości następnych pokoleń zbrodnie nazistowskie
nie były kojarzone z Polską, bo to nie Polska za nie odpowiada.
To nie naród rosyjski jest odpowiedzialny za zbrodnie stalinizmu, za
zsyłki, gułagi, ludobójstwo katyńskie i ujarzmienie Europy Środkowej i
Wschodniej, ale komunistyczni przywódcy państwa radzieckiego. To zniewolenie
objęło także samych Rosjan. Chcemy pojednania z narodem i państwem rosyjskim.
Oczekujemy by wyraźnie odciął się od dziedzictwa epoki komunizmu. Tymczasem
dzisiejsi przywódcy Niemiec i Rosji, krajów, które wywołały II wojnę światową,
we wspólnym wywiadzie dla dziennika Bild próbują koncentrować pamięć o tej wojnie jedynie na
wzajemnych relacjach i swoich własnych ofiarach.
Dzisiaj chcielibyśmy budować dobrosąsiedzkie stosunki zarówno z Niemcami,
jak i z Rosją. Już w 1961 roku biskupi polscy wystosowali do biskupów
niemieckich słynne orędzie, w którym zawarte były słowa: przebaczamy
i prosimy o przebaczenie. Taką samą postawę mamy i dziś w stosunku do Rosji. Przebaczenie i
pojednanie nie oznacza jednak, że wolno nam zapomnieć, wołamy więc: nigdy
więcej ludobójstwa, nigdy więcej ujarzmiania jednego narodu przez drugi, nigdy
więcej agresji, nigdy więcej wojny!”
To przemówienie odnotowały media krajowe, ale
jak się potem wielokrotnie przekonałem w Parlamencie Europejskim o większości
spraw decydują Niemcy, a oni dbają o „politykę historyczną” we własnym wydaniu.
Poglądy jak przedstawione powyżej są wyciszane lub wręcz skazane na
nieobecność.
Wystawa w obronie życia
W listopadzie 2005 roku
zorganizowaliśmy wystawę w obronie życia nienarodzonych. Była to właściwie
inicjatywa europosła Wojciecha Wierzejskiego, ale gdy on wszedł do Sejmu ja
przejąłem za nią odpowiedzialność. Wystawa ta była zmontowana przez dr. Ziębę z
Krakowa i pokazywana już w polskim Sejmie za poprzedniej kadencji, gdy rządziło
SLD. Do wystawienia w Strasburgu potrzebne było tylko przygotowanie
anglojęzycznych napisów. Uzyskaliśmy wszelkie zezwolenia władz PE na tę
ekspozycję. Wystawa składała się ze zdjęć dzieci w różnym stadium rozwoju, od
zygoty, poprzez życie łonowe, po uśmiechnięte bobaski i dziatwę, a kończyła się
planszą z dwoma zdjęciami dzieci za drutami kolczastymi, jedno z Kosowa, a
drugie z dziećmi w pasiakach z niemieckiego obozu koncentracyjnego. Nad tym
pierwszym była cytata słów bł. Matki Teresy z Kalkuty: „Największym
niebezpieczeństwem zagrażającym pokojowi jest dzisiaj aborcja. Jeżeli matce
wolno zabić własne dziecko, cóż może powstrzymać ciebie i mnie, byśmy się
nawzajem nie pozabijali?”.
Zaraz po ustawieniu
wystawy podniósł się krzyk na posiedzeniu plenarnym, że głosi ona
niedopuszczalne treści. Punktem obrazy był plakat z pasiakami i słowem
„aborcja”. To łączenie holokaustu z aborcją! Na to europejska poprawność
polityczna nie pozwala.
Postawiono nam zarzut,
że daliśmy treść nieuzgodnioną wcześniej i na tej podstawie służby
bezpieczeństwa skonfiskowały inkryminowaną planszę, przy okazji ją niszcząc, bo
doszło do przepychanki z nami. Zarzut jednak był nieprawdziwy, bo wszystkie
zdjęcia przedstawiliśmy przed uzyskaniem autoryzacji. Tyle tylko, że przesłane
elektronicznie zdjęcia z Kosowa (kolorowe) i z obozu koncentracyjnego (czarno
białe) były wysłane oddzielnie, a nie jako jeden plakat. Stąd cytata Matki
Teresy znajdująca się nad zdjęciem z Kosowa znalazła się w sąsiedztwie zdjęcia
z pasiakami. Na mój protest prezydent Parlamentu Josep Borrel Fontelles
odpowiedział wyjaśnieniem, że to co pokazaliśmy nie było identyczne z tym, co
uzyskało akceptację.
W miejsce skonfiskowanej
planszy daliśmy na pustej tablicy kartkę ze słowami: „Skonfiskowane przez
nietolerancję”. W wyniku tego zamknięto nam całą wystawę, bo na te słowa nie
było uprzedniej zgody.
Pikanterii całej sprawie
dodaje fakt, że pani kwestor odpowiedzialna za wystawy, polska europosłanka
Genowefa Grabowska z SDPL, była tą osoba, która pierwotnie dała autoryzację, a
potem się wykrętnie wycofywała po fali oburzenia, z jakim się spotkała. To jej
decyzją odebrano nam najpierw jedną planszę, a potem zamknięto całą wystawę.
Dziękowałem jej serdecznie za to, bo dzięki jej działalności powstała awantura
na całą Europę i wszystkie media o tym pisały. Gdyby nikt nie protestował, o
wystawie nikt by nie wspomniał i szybko byłaby zapomniana. A tak stała się
sławną, została ponownie wystawiona w Sejmie i krążyła potem po Polsce.
Mieliśmy też zaproszenie z nią do Barcelony, gdzie pokazaliśmy ją na zjeździe
lekarzy katolickich.
Wojna domowa w Hiszpanii
Zupełnie niespodziewanie
stałem się sławnym w PE z okazji debaty na temat 70 rocznicy wojny domowej w
Hiszpanii. Byłem jedynym mówcą, który stanął po stronie katolickiej. Miałem
tylko 2 minuty na moje przemówienie. Przytaczam je tu w całości:
„Panie prezydencie, wysoka izbo!
To, że dzisiaj na obszarze Europy środkowej i zachodniej mamy
demokrację, wolności obywatelskie, własność prywatną i tolerancję jest
konsekwencją tego, że komunizm nie zapanował na naszym kontynencie. A mógł
zapanować! W Europie wschodniej tamą dla komunizmu stała się zwycięska wojna
Polski z najazdem bolszewickim w 1920 roku, oraz zdecydowany opór katolickiej
Polski wobec narzuconej jej dominacji sowieckiej. To, że na zachodzie komunizm
nie zapanował w dużej mierze zawdzięczamy zwycięskiej wojnie domowej
tradycyjnej Hiszpanii przeciwko komunistycznym rządom. Hiszpańska lewica,
chociaż doszła do władzy demokratycznie, zachowywała się podobnie jak w
bolszewickiej Rosji. Główny atak skierowany był przeciwko Kościołowi. Prawie 7
tysięcy duchownych zostało zamordowanych. Bezczeszczono kościoły, strzelano do
przydrożnych krzyży i figur świętych. Ten zamach na katolicką Hiszpanię spotkał
się z natychmiastową reakcją sił tradycyjnych. Na pomoc komunistycznej
Hiszpanii przyszła zorganizowana przez bolszewicką Rosję Brygada
Międzynarodowa. Zgodnie z komunistycznym obyczajem była ona, jak i cały aparat
republikańskiej władzy, w całości opanowana przez komórki komunistycznej partii
i jej tajnych służb. Dzięki prawicy hiszpańskiej, dzięki armii hiszpańskiej i
jej przywódcom, a w szczególności dzięki gen. Francisco Franco, zamach komunistyczny
na katolicką Hiszpanię został udaremniony. Tym samym powstrzymane też zostały
próby rozszerzenia komunistycznej zarazy na inne kraje. Obecność w polityce europejskiej
takich postaci jak Franco, Salazar czy de Valera gwarantowała trwanie Europy przy
tradycyjnych wartościach. Brak nam dziś takich mężów stanu.
Z pewnym smutkiem
obserwujemy dzisiaj rewizjonizm historyczny, który polega na przedstawianiu w
niekorzystnym świetle wszystkiego co tradycyjne i katolickie, a w pozytywnym -
wszystkiego co laickie i socjalistyczne. Pamiętajmy - nazizm w Niemczech i
faszyzm we Włoszech też miały socjalistyczne i ateistyczne korzenie. Siła bloku
socjalistycznego i antykatolickiego w tej izbie budzi ogromny niepokój.
Mieliśmy tego wyraźne przykłady w czasie głosowań w zeszłym miesiącu nad
dokumentami o tolerancji i nad siódmym programem ramowym. Chrześcijańska Europa
przegrywa z socjalistyczną i ateistyczną. To się musi zmienić!
Przemówienie to wywołało
falę wściekłości w Parlamencie i w mediach. Zostałem okrzyknięty faszystą,
sympatykiem zbrodniczej dyktatury, niegodnym izby, w której przemawiałem.
Nagonka prasowa poszła na cały świat. W rezultacie zacząłem dostawać bardzo
wiele listów, głównie e-mailowych, zarówno od przeciwników mego wystąpienia,
jak i zwolenników, z tym, że przewaga zwolenników była zdecydowana. Szczególnie
dużo miałem reakcji z Hiszpanii. Wielu moich korespondentów ubolewało, że żaden
Hiszpan nie zdobył się na obronę dobrego imienia katolickiej Hiszpanii – musiał
to zrobić Polak. Trochę czułem się jak Mickiewiczowski „Polonus, unus defensor
Mariae”. Co prawda nie o Maryję chodziło, ale o obronę strony katolickiej w tym
konflikcie.
Po tym wystąpieniu
nawiązałem osobisty kontakt z tradycyjnymi siłami politycznymi w Hiszpanii, z
karlistami i z partią Alternativa Española. Karliści, kiedyś drugie po
Falandze gen. Franco ugrupowanie odpowiedzialne za zwycięstwo nad komunistami,
bardzo silnie katolickie i tradycyjne (ich formalna nazwa to Comunión
Tradicionalista), to dzisiaj ugrupowanie bardzo słabe. Moja wizyta u nich to
było dla nich wielkie wydarzenie. Jak oceniam, ich problemem jest trwanie przy
programie dynastycznym – chcą zmiany króla na pretendenta z innej linii
Burbonów. W rezultacie są na zupełnym marginesie hiszpańskiego życia
politycznego (trochę jak polski Klub Monarchistyczny). Wydają kwartalnik, mają
skromny lokalik w Madrycie i doroczne spotkanie z okazji święta Chrystusa
Króla, na które mnie zaprosili (była huczna kolacja dla ok. 60 osób). Kult
Chrystusa Króla ma dla nich znaczenie centralne. Hasło Viva Christo Rei! było ciągle na ich ustach po każdym
przemówieniu w czasie wspomnianej kolacji. Mają powiązania z hiszpańskimi
lefebrystami.
Dowiedziałem się przy
okazji, że są też inne grupy karlistowskie, stojące przy innych pretendentach
do tronu hiszpańskiego.
Alternativa
Española to nieco większa siła. Też są mocno katoliccy, bronią życia
nienarodzonych, tradycji, chrześcijańskich korzeni Hiszpanii i Europy.
Nawiązują historycznie do Falangi gen. Franco i sprzeciwiają się konstytucji
europejskiej. Odnoszę wrażenie, że politycznie są bardziej pragmatyczni, z
większą szansą na polityczne zaistnienie. Mają w Hiszpanii wpływy na dwóch
katolickich uniwersytetach i w kilku szkołach średnich. Ich Universidad
San Pablo-CEU w Madrycie traktuje Uniwersytet Opus Dei w Pampelunie jako
wzorzec, który chciałby doścignąć. Sami są nieco związani z Legionistami
Chrystusa, a wśród nich ważny jest kult Matki Bożej na Słupie (
Podtrzymuję te
znajomości, bo mogą się kiedyś przydać.
Plakaty w oknie
W Brukseli miałem okna
biura wychodzące na takie wewnętrzne patio z korytarzem spacerowym po jego
drugiej stronie, były więc one dobrze widoczne dla wielu. Korzystając z tego
wstawiłem dwukrotnie afisze w te okna, by nagłaśniać pewne sprawy.
Pierwsza ekspozycja
dotyczyła gazociągu na dnie Bałtyku. Wyraziłem sprzeciw wobec tej
niemiecko-rosyjskiej inicjatywy nieuzgodnionej z Unią Europejską. W sposób
oczywisty ma ona na celu pominięcie Polski, by zakręcanie kurka przez Rosję
mogło pozbawić Polskę gazu z równoczesnym utrzymaniem dostawy do Niemiec, a
poprzez Niemcy do innych krajów zachodnich. Ten argument w Unii Europejskiej
nikogo by nie obchodził, nadałem więc ekspozycji charakter ekologiczny,
strasząc naruszeniem depozytów iperytu na dnie Bałtyku, zrzuconych po II wojnie
światowej w nieznanych miejscach. Ekspozycja nie wzbudziła żadnego echa. Sprawę
iperytu podnieśli po mnie inni przeciwnicy tego rurociągu, politycznie
silniejsi ode mnie. Nie ja jeden walczę z tą inwestycją, a więc reklama
opozycji wobec niej mieści się w ogólnym nurcie prac parlamentu.
Inaczej było z wystawą
antywojenną. W sierpniu 2004 r. poprosiłem prezydenta parlamentu (Josepa
Borrell Fontelles), by zechciał na początku września uczcić minutą ciszy ofiary
II wojny światowej z okazji 65 rocznicy wybuchu tej wojny. Odmówił, choć tego
rodzaju upamiętnienia przy różnych rocznicach są normą i to często połączoną ze
specjalną sesją parlamentu (tak było z okazji 60 rocznicy uwolnienia obozu
Auschwitz, 60 rocznicy zakończenia II wojny światowej, 70 rocznicy wojny
domowej w Hiszpanii, 50 rocznicy wypadków w Budapeszcie itd.). Szukałem więc
innego rozwiązania.
Zdecydowałem się
umieścić w moich oknach antywojenną wystawę na cały wrzesień 2006 roku. Dopiero
pod koniec miesiąca media zauważyły tę wystawę i ukazał się artykuł z
oburzeniem w Die Welt. Znaczący niemieccy europosłowie poskarżyli się
kwestorom, że wystawa ta zakłóca pokój i godność parlamentu. Otrzymałem list od
kwestorów z oświadczeniem, że „plakaty takie, jakie umieścił Pan w swoich
oknach w październiku (sic!) nie są i nie będą dozwolone”. Oburzenie dotyczyło
tego, że plakaty pokazują „niemieckie plutony egzekucyjne, niemieckie bombowce
w akcji i Hitlera z walczącymi wojskami niemieckimi”. List dotarł do mnie na
początku października, gdy właśnie wystawę zdejmowaliśmy, więc nakaz jej
demontażu był już zbędny. Odpowiedziałem pisemnie z protestem i list mój
upowszechniłem elektronicznie do wszystkich europosłów. Jeden brytyjski poseł
skomentował: “naruszył Pan zasadę numer jeden tego parlamentu – nie wspominać
II wojny światowej”. Odpowiedź, jaką otrzymałem od kwestorów, była podobnie
pozbawiona jakiejkolwiek sensownej treści, jak i poprzedni list, co
podkreśliłem w następnym piśmie. Dalszej odpowiedzi już nie otrzymałem.
Sesja o ewolucji
W październiku 2006 r.
zorganizowałem sesję naukową w parlamencie na temat nauczania o ewolucji w
europejskich szkołach. Szczegółowo o tym pisałem już w Opoce w Kraju nr 59.
Dzięki tej sesji uzyskałem ogromny rozgłos może nie tyle w samym parlamencie,
co w mediach światowych, a głównie w Polsce. Sprawa trafiła też do literatury
naukowej (Nature) wywołując tam ostrą
polemikę.
Książeczki do skrzynek
Największym sukcesem
mojej działalności w Parlamencie Europejskim było wydanie i rozprowadzenie,
wstawiając do skrzynek poselskich, książeczki w języku angielskim pt. „Civilisations at war in Europe” (Wojna
cywilizacji w Europie), streszczającej naukę Feliksa Konecznego o
cywilizacjach. Dostałem za nią oficjalną naganę. Ponadto odmówiono mi
sfinansowania jej wydania z pieniędzy przewidzianych na moją działalność. Echa
tej akcji przyniosły mi wielką zauważalność. Po prostu stałem się w Parlamencie
posłem znanym – znienawidzonym lub szanowanym – w zależności od poglądów
politycznych. To spowodowało, że każde następne moje wystąpienie jest zauważane
i komentowane. Nie tylko ta książeczka, ale i następne uzyskały wielu
czytelników, nie tylko w Parlamencie, ale na całym świecie. Są na tyle krótkie
i łatwo dostępne w Internecie, że wywołują echo. Dla książeczki o cywilizacjach,
oprócz angielskiej, mam także wersje językowe polską, francuską i hiszpańską.
Wersja polska znalazła już trzech kolejnych wydawców w Polsce (LPR, ks. Jankowski
i „Ostoja”).
Korzystając z uzyskanej
zauważalności szybko napisałem następną książeczkę pt. „European values” (Wartości europejskie) i w podobny sposób ją
rozdałem posłom do skrzynek pocztowych. Skoro zarzuca mi się brak poszanowania
dla wartości europejskich i z tego tytułu karze naganą, to uznałem, że warto
rozpocząć dyskusję o tym, co to są wartości europejskie. Przedstawiłem swoją
listę takowych i wezwałem do dyskusji nad nimi. Oto one:
- Obrona życia w każdej
sytuacji, od poczęcia do naturalnej śmierci.
- Obrona monogamicznej,
autonomicznej jednostki rodzinnej, składającej się z męża, żony oraz dzieci,
którymi ich związek został obdarzony.
- Obrona osobistej godności
każdej istoty ludzkiej.
- Szczególny respekt dla
kobiety z tytułu wyjątkowej wartości, jaką stanowi dla społeczeństwa.
- Szacunek dla
różnorodności.
- Akceptacja nierówności
pochodzącej ze zróżnicowanego wysiłku.
- Obrona wolności
religijnej i tolerancja wobec religii mniejszościowych.
- Obrona tożsamości
narodowej, prawa do pozostania innym i tolerancja wobec mniejszości narodowych
i etnicznych.
- Ustawodawstwo i
sądownictwo oparte na sprawiedliwości wywodzącej się z prawa naturalnego i
etyki chrześcijańskiej.
- Sprawiedliwość wymierzana
przez sądy niezależne od państwa, a nie przez prywatne samosądy.
- Państwo obdarzone siłą
fizyczną do obrony obywateli przed krzywdą, a nie do obrony rządzących przed
obywatelami.
- Demokracja rozumiana jako
rządy przedstawicielskie i odpowiedzialność rządzących wobec obywateli.
- Wolność słowa. Prawo do
wyrażania odmiennych opinii i do krytykowania władzy bez narażania się na kary
z tego tytułu.
- Gotowość pomagania innym,
przyjmowania azylantów, mediacji w obszarach kryzysowych.
- Promowanie dialogu i
kompromisów, ale bez ustępstw w kwestii wartości wymienionych powyżej.
Listę tę można by
wydłużać. Zachęciłem do zgłaszania poprawek, uzupełnień i debaty nad tym, co
winno się na tej liście znaleźć.
Bardziej szczegółowo omówiłem wolność słowa
na przykładzie Parlamentu Europejskiego (sprawa wystawy w obronie życia, sprawa
plakatów antywojennych, sprawa książeczki o cywilizacjach), a także postulaty
edukacyjne zaproponowane ministrom edukacji Unii Europejskiej przez mego syna
Romana w Heidelbergu (obrona życia nienarodzonych, obrona tradycyjnej rodziny,
obrona tożsamości narodowej). Szczególnie mój (i mego syna) sprzeciw wobec
promocji homoseksualizmu zainteresował media i zostałem okrzyknięty „homofobem”
– nie pierwszy zresztą raz, bo w tym duchu już się wypowiadałem w parlamencie i
w międzynarodowych mediach. Okazuje się, że dzisiaj najważniejszą „wartością
europejską” jest tolerancja wobec promocji pederastii.
Następnie, po awanturze
z sesją o ewolucji, napisałem książeczkę pt. „Teaching on evolution in European schools” (O ewolucji w szkołach
europejskich), którą - podobnie jak poprzednie - rozdałem europosłom. Niestety,
tym razem ponownie zadziałała cenzura parlamentarna i odmówiono mi
sfinansowania tej książeczki ze środków, jakie każdy europoseł posiada na
promocję swoich poglądów.
Następnie napisałem książeczkę pt. „Gender equality and life issues in the
European Union” (Równość płci i zagadnienia życia w Unii Europejskiej) i również
rozdałem ją wszystkim europosłom w dniu 20 lutego 2008 r. Opisuję w niej to, co
zawiera Traktat Lizboński w omawianym temacie. Większa część książeczki to
poglądy wielokrotnie prezentowane przeze mnie na stronach Opoki w Kraju, uważane przez ludzi tradycyjnie myślących za zupełną
normalność, a przez różnej maści feministki za anachroniczny szowinizm. Na przykładzie
jednego tematu książka ukazuje, jak trudno doczytać się w Traktacie Lizbońskim
tego, co on w rzeczywistości ustanawia. W Parlamencie Europejskim raczej
większego echa książeczka nie wywołała. Miałem kilka komentarzy pochlebnych,
ale od ludzi, o których wiem, że myślą podobnie jak ja. Miałem dwa zaproszenia
zagraniczne z referatami na ten temat (do Rzymu i Paryża). Natomiast w kraju
była szeroko komentowana i przede wszystkim obśmiewana jako wyraz mojego
zacofania. Z tej okazji byłem zapraszany do kilku programów telewizyjnych i
radiowych, oraz przeprowadzano ze mną wywiady. Cały ten szum na pewno przyniósł
mi więcej pożytku niż strat. Przy okazji uświadomiłem wielu ludziom, że to nie
tylko Karta Praw Podstawowych jest dla naszej polskiej normalności zagrożeniem,
ale i zapisy samego traktatu.
Na bazie wiedzy zebranej z okazji
szczegółowego czytania Traktatu Lizbońskiego wystosowałem Apel do posłów i
senatorów RP, by odrzucili ten Traktat. W dniu, gdy miała być debata na ten
temat w Sejmie, osobiście rozdałem ten apel do skrzynek poselskich i
senatorskich (jako europoseł miałem prawo wstępu do pomieszczeń Sejmu i
Senatu). Niestety, Traktat został przez obie izby przyjęty, głosami
parlamentarzystów wszystkich klubów (PO, PSL, SLD i większości PiS), a moje
ostrzeżenia nawet nie pojawiły się w debacie nad nim.
Ostatnią książeczką,
jaką rozdałem europosłom w maju 2009 r., a więc na ostatniej sesji przed
wyborami, była „Quo vadis Europa?”
(pod tym samym tytułem po polsku i po angielsku). Właściwie przeszła bez echa.
Tylko Dziennik (19.V.09) ją
odnotował, niby krytykując, ale właściwie dając całkiem przyzwoite jej
streszczenie. Próbuję wykazać, że to, co się obecnie realizuje w Unii
Europejskiej, to są odwieczne plany niemieckie – plany na bazie cywilizacji
bizantyńskiej. Dlatego obserwujemy systematyczne eliminowanie łacińskich
korzeni Europy.
Książeczki te we
wszystkich wersjach językowych w jakich je posiadam są dostępne na mojej stronie
internetowej (www.giertych.pl i www.giertych.eu) i są także na stronie Opoki w Kraju.
###
Bez żalu opuszczałem Parlament Europejski. O powtórny mandat nie ubiegałem się. Jeżeli pozostawiłem po sobie jakieś wspomnienia w PE to jako europosła niepasującego do tamtego środowiska, politycznie niepoprawnego i przeszkadzającego w „normalnej” pracy tej izby.
Sesje na temat ewolucji
W dniach 7-11 września br. uczestniczyłem w sesji poświęconej teorii ewolucji zorganizowanej przez Akademię Gustav-Sieverth w Szwarcwaldzie, w Niemczech. Akademię tę zorganizowała jako prywatną inicjatywę Alma von Stockhausen. Finansowana jest głównie przez Albrechta grafa von Brandenstein-Zeppelin obecnie rektora tej akademii, konwertyty.
Jadąc nie bardzo wiedziałem, co to za Akademia. Okazało się, że jest to bardzo skromna instytucja, funkcjonująca bardziej jak ośrodek rekolekcyjny niż jako uczelnia. Kiedyś Alma von Stockhausen, jako pracownik naukowy uniwersytetu we Fryburgu Bryzgowijskim, zaprosiła swych studentów o lewackich poglądach na dłuższy pobyt w górskiej posiadłości. Studenci koczowali w namiotach, a ona prowadziła z nimi dyskusje o marksizmie. Po kilku dniach wspólnie doszli do wniosku, że Marks się mylił. Wtedy kierowniczka studium przeniosła dyskusję na temat nauczania Jezusa Chrystusa. Po kilku dniach cała grupa 30 studentów przyjęła Chrzest św. Alma von Stockhausen uznała, że miejsce tych debat to teren o szczególnych łaskach i zapragnęła powołać tam katolicką akademię. Dreptała wśród różnych biskupów aż uzyskała zgodę. Postawiono jej warunek, że musi zaangażować co najmniej dwóch uznanych profesorów. Znalazła takowych. Jednym z nich był ks. prof. Józef Ratzinger, który współpracował z tą akademią kilkanaście lat, często ją odwiedzając, aż do momentu obioru na papieża. Teraz papież przysłał swoje apostolskie błogosławieństwo dla uczestników omawianej sesji. Jednym z uczestników był biskup z Czech, było też kilku księży. Codziennie mieliśmy Mszę św., modlitwy przed i po posiłkach, dwukrotnie wspólny różaniec. Nie mieliśmy dostępu do radia, telewizji, ograniczony dostęp do telefonu, skromne jedzenie, miniaturowe pokoiki sypialne, za wszystko płaciliśmy.
Głównym celem akademii jest rechrystianizacja Niemiec, a w szczególności walka z protestantyzacją niemieckiego katolicyzmu. Zorganizowana sesja o ewolucji pomyślana była jako swego rodzaju trust mózgów na zadany temat. Zaproszono różnych uczonych zaangażowanych w walkę z teorią ewolucji, głównie katolików, ale nie tylko. Przewidziano dużo czasu na dyskusję po referatach, a równocześnie w podziemnym studio kręcono wywiady z uczestnikami dla katolickiej telewizji EWTN (matki Angeliki z USA), które mają być emitowane jako seria na temat ewolucji.
Jeżeli chodzi o zawartość merytoryczną wykładów z zakresu nauk ścisłych były to na ogół sprawy już mi znane – obejmowały paleontologię, sedymentologię, termodynamikę, astronomię, metody datowania izotopowego, mikrobiologię no i genetykę (mój refereat). Najciekawszym dla mnie był wykład mikrobiologa. prof. Lee M. Spetnera z Izraela, który opisywał mechanizm uzyskiwania odporności na antybiotyki u różnych bakterii. Okazuje się, że organizmy produkujące antybiotyki (np. pleśń Penicillium notatum produkująca penicylinę) posiadają odporność na swój produkt. Informacja genetyczna zapewniająca tę odporność jest przenoszona przez wirusy do organizmów atakowanych przez dany antybiotyk na zasadzie tzw. „horyzontalnego transferu genów” (HGT) – czyli jest to naturalna inżynieria genetyczna (GMO). Uzyskana odporność nie jest więc nową informacją genetyczną, ale ściągniętą od organizmu, który już ją ma.
Wykłady z zakresu filozofii i teologii były dla mnie ogromnie ciekawe i w zasadzie nowe. Właściwie nigdy nie uczyłem się o luteranizmie. Odnoszę wrażenie, że w Polsce uczy się o negatywnym wpływie marksizmu, ale o luteranizmie niewiele. W Anglii, w katolickich szkołach, uczyłem się o anglikanizmie, o problemach matrymonialnych Henryka VIII, o fizycznej walce z papistami – ale w anglikanizmie prymat etyki w życiu pozostał. Luteranizm obywa się bez etyki. Skupieni wokół tej akademii mają świadomość zwichnięcia mentalności niemieckiej przez luteranizm i próbują z tym walczyć. Luter wywnioskował ze słów Boga „...uczyniłem twardym serce jego [faraona] i sług jego...” (Wj. 10.1), że to On jest odpowiedzialny za nasze grzechy, czyli że są one przewidziane z góry (predeterminowane). Nie ma więc powodu by się z nich spowiadać. Nie ma wolnej woli, a więc i nie ma winy. Luter obwiniał Boga o stworzenie zła na świecie. Teoria ewolucji opiera się na założeniu, że na ziemi było zło jeszcze przed człowiekiem - błędne ścieżki ewolucyjne, mutacje niszczące dotychczasowe organizmy, walka o byt, zagryzanie się konkurentów, eliminacja nieudaczników. Pasuje to do mentalności luterańskiej.
Nie słyszałem by polskie uczelnie katolickie miały jakieś kontakty z akademią Gustava-Siewerth, a może warto takowe ponawiązywać.
###
W dniu 15 października wygłosiłem na Uniwersytecie Białostockim referat pt. „Czy teoria ewolucji tłumaczy poczęcie człowieka?”, na sesji „Życie ludzkie od poczęcia do narodzenia”. Zaprosił mnie Dziekan Wydziału Teologicznego, Abp Edward Ozorowski. Sesja odbywała się na wydziale medycznym. Dyskusja po referacie, zarówno na sali jak i potem na kolacji u rektora odbyła się na poważnym naukowym poziomie.
###
W
lutym uczestniczyłem w sesji o ewolucji zorganizowanej przez prof. Roberto de
Mattei wiceprezydenta Consiglio Nazionale delle Ricerce (CNR – odpowiednik
naszego KBN – Komitetu Badań Naukowych) w siedzibie tej organizacji. W dniu 6
listopada w Rzymie odbyła się publiczna prezentacja publikacji zawierającej
materiały z tej sesji (po włosku). Książka ta wywołała burzę medialną. Prasa
włoska, powołując się na „najwybitniejsze autorytety naukowe” potępia prof. de
Mattei i wszystkich autorów tej publikacji za szerzenie ciemnogrodu,
fundamentalizmu i kreacjonizmu. Odezwał się nawet przewodniczący Papieskiej
Akademii Nauk prof. Nicola Cabibbo. Nagle opinia tej Akademii staje się ważna.
Prasa powołuje się też na konferencję zorganizowaną w marcu br. na Gregorianum przez abp. Gianfranco Ravasi, przewodniczącego Papieskiej Rady do spraw Kultury.
Ani na tej konferencji ani na posiedzeniu Papieskiej Akademii Nauk (byłem tam w
charakterze obserwatora) nie dopuszczono do głosu krytyków teorii ewolucji.
Pojawienie się książki pod firmą CNR przeraziło obrońców teorii ewolucji, więc
wyciągają najcięższe armaty. Efekt jest taki, że organizatorzy chcą teraz wydać
angielską wersję omawianej książki.
###
W dniu 8 listopada
uczestniczyłem w posiedzeniu poświęconym naukowej krytyce teorii ewolucji na
Uniwersytecie Piusa V w Rzymie. Było sporo dziennikarzy, ale jak na razie echa
medialnego nie ma.
###
W dniu 26 listopada miała być sesja w Warszawie na temat ewolucji. Dostałem zaproszenie do debaty ze zwolennikami teorii ewolucji. Gdy się okazało, że ja mam być jednym z prelegentów nikt ze zwolenników tej teorii nie zgodził się wziąć udziału. Mało tego, Wydział Biologii Uniwersytetu Warszawskiego wycofał się z umowy na komercyjny wynajem sali. Spowodowała to jedna z zaproszonych, prof. Zofia Kielan-Jaworowska swoim listem do prof. Joanny Pijanowskiej, dziekana Wydziału Biologii, wyrażającym oburzenie, że taka sesja z moim udziałem będzie kompromitować naukę polską. Wobec tego organizatorzy wynajęli inną salę i sesja odbyła się 10 grudnia w sali NOT-u w Warszawie.
Koneczny o UE
Tak więc mamy nową osobowość prawną, Unię Europejską, nadrzędną wobec państw członkowskich. Z tej okazji warto przypomnieć, co na temat zrzeszeń ponadnarodowych pisał Feliks Koneczny. Oto kilka cytatów.
Jeszcze
słowo o zrzeszeniach „ponadnarodowych”. Jestto ogromne nieporozumienie, jakoby
tu należały marzenia średniowieczne o „rodzinie panów i ludów chrześcijańskich”
i kilka późniejszych form, mniej lub bardziej wcielanych, aż do pruskiego
programu o „pax germanica” i do współczesnego nam największego falsyfikatu
historyi powszechnej, do t. zw. ligi narodów. Były to i są zrzeszenia
ponadpaństwowe, względnie dążenia do takiego zrzeszenia. Pomieszanie pojęć
państwa a narodu wprowadza tu niepotrzebne powikłania i niezmierne utrudnienia.
Dopóki się nie usunie tego nieporozumienia, nie postąpi się ani kroku ku
skutecznemu wytworzeniu zrzeszenia ponadpaństwowego.
Zrzeszenie
ponadnarodowe jest absurdem, a to z powodu nieuchronnej odrębności ojczyzny i
języka ojczystego. Można pomyśleć sobie państwo uniwersalne, ale czyż język
jakiś uniwersalny będzie ojczystym każdemu? czy można mieć ojczyznę wszędzie i
gdziekolwiek? To są przypuszczenia jaskrawo antynarodowe. Kto myśli o
zrzeszeniu ponadnarodowem, ten zmierza ku zniesieniu narodowości, a tem samem
ku zniesieniu cywilizacyi łacińskiej.
Poczucie
narodowe stanowi wielki postęp w dziejach społeczeństw cywilizacyi łacińskiej;
bez tego cywilizacya ta byłaby niezupełną. Albowiem najwyższym kryterium jest
supremacya sił duchowych. Na czemżeż ma się oprzeć, gdzie czerpać swe rękojmie?
Na państwie? więc na środkach przymusowych?! Tę supremacyę wyznawać można tylko
dobrowolnie, z przekonania, bo nikt do niej nie zmusza, ni przymuszać nie
będzie; a zatem może się ona oprzeć również tylko o zrzeszenie wielkie a dobrowolne,
a takiem jest naród. („O
wielości cywilizacyj” 1935 Wyd. Gebethner i Wolf, Kraków, str. 355).
Cywilizacya byłaby jednem możliwem
zrzeszeniem ponadnarodowym. Nie wytworzy się jej sztucznie, nie zrodzi się z
żadnego apryoryzmu. (ibid str. 366)
Nie
ma rady; kto chce być zupełnie niepodległym musi posiadać armię, jak
najliczniejszą oczywiście i jak najlepiej uposażoną, a zatem przerastającą siły
i możliwości małego państwa.
Niedogodnościom
i niedostatkom takiej niepodległości zapobiega się przez spółki dwóch lub
więcej państw, znajdujących się w podobnym położeniu. Bywają unie personalne,
realne, federacje i sojusze wieczyste ze stałymi konwencjami wojskowymi.
Związane takimi umowami państwa poręczają sobie wzajemnie, że pomiędzy sobą nie
skorzystają z prawa niesienia wojny. Niepodległość staje się o tyle niezupełna
wewnątrz związku, a na zewnątrz przysługuje tylko całości, całej spółce.
(...)
Obecnie
szerzy się tendencja, żeby jak najwięcej państw zrzekało się pewnych działów
swej niepodległości na rzecz spółek państwowych. Jak zawsze przy spółkach,
warunki mogą być najrozmaitsze, tyczące się wojska i wojny, ceł, paszportów
itp.
(...)
Za
naszych czasów wiodą do ściślejszych związków z ościennymi sojusze
zaczepno-odporne, konwencje wojskowe, wspólność obszaru cłowego itd. Układami
rozmaitej treści kroczy się od konwencji do konwencji, zrzekając się wzajemnie
niepodległości w pewnych działach. Wszelkie inne drogi są już dziś
przestarzałe.
Nie wymaga się nigdy jakiejś ogólnej
konwencji ustawodawczej. Każde z państw Stanów Zjednoczonych
Północnej Ameryki posiada własne ustawodawstwo, nie tylko odmienne od stanu
sąsiedniego, lecz nieraz z nim nawet sprzeczne. Podobnież dominiony angielskie
posiadają własne prawodawstwa. Ten rodzaj niezawisłości, prawo rządzenia się
prawem własnym, stanowi cechę niepodległości głębszą, niż prawo wojowania.
(...)
Państwa
zrzekające się wzajemnie prawa uprawiania na własną rękę polityki zewnętrznej,
zwiększają przez to swe siły na zewnątrz. Tak poucza indukcja historyczna.
(...)
Zrzekając
się zupełnej swobody w zawiadywaniu swymi sprawami zewnętrzynymi nie jest tedy
ani ciężko, ani też upokarzająco. Zupełnie inaczej ma się rzecz w dziedzinie
spraw wewnętrznych; tu każde nawet najmniejsze ograniczenie mieści w sobie
znamię podległości. Nie ma nic gorszego,
jak nie móc się rządzić własnymi prawami. Od podległości politycznej gorsza
jest podległość społeczna. Podczas gdy cele i środki polityki zewnętrznej dadzą
się stosunkowo łatwo uzgodnić, uzgodnienie
wewnętrznej przy rozmaitości stosunków społecznych przedstawia trudności
nieprzezwyciężalne.
Jeżeli
dwa narody mają mieć wspólną politykę zewnętrzną, a więc także wspólną armię, a
zachować niepodległość społeczną, natenczas powstaje autonomia.
Dla
wielu społeczeństw jest to jedyna możliwa forma niepodległości. Co więcej,
autonomia w państwowości wspólnej stanowi dla strony słabszej ocalenie.
(...)
Spółki
państwowe w połączeniu z autonomią – ot rozwiązany problem, jak nadawać
niepodległość wszystkim narodom. Naród drobny, upierający się przy państwie
własnym, odrębnym, może doprowadzić łatwo do tego, iż straci wszystko. („Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej”
1997 Wyd. Antyk, Komorów, str.208-10).
(Podkreślenia moje).
NOTATKI
Nowe władze UE
Nawet prezydent Klaus się ugiął i podpisał traktat Lizboński. Jak w 1938 r. Czesi prosili Polskę o pomoc, ale Kaczyński wolał iść w rydwanie Niemców i Traktat podpisał. Prezydent Czech został sam i się ugiął. Bez Polski nie był w stanie się dalej bronić. Jak w 1938 roku.
W rezultacie mamy prezydenta UE i jej Ministra Spraw Zagranicznych. Są to Herman Van Rompuy i baronessa Catherine Ashton. Kto? Kto taki? W ultra-demokratycznych obyczajach Unii Europejskiej ludzie z nikąd nadają się do ważnych ról.
Ashton w życiu nie wygrała żadnych wyborów. Kiedyś była skarbniczką popieranej przez ZSRR organizacji na rzecz jednostronnego rozbrojenia nuklearnego Anglii. Dziś na komisji spraw zagranicznych Parlamentu Europejskiego nie potrafi sensownie odpowiedzieć na żadne pytanie.
Van Rompuy, katolik, był szefem belgijskich Chrześcijańskich Demokratów, którzy rządząc w kwietniu 1990 r., w czasie jednodniowej abdykacji króla Baudouina (przeciwnika aborcji), zastępując króla, uchwali dopuszczalność aborcji w Belgii. http://seeker401.wordpress.com/2009/11/26/herman-van-rompuy-president-of-europe/.
Na cztery dni przed „wyborem” Van Rompuy uczestniczył w obiedzie na zamku Hertoginnedal pod Brukselą, zorganizowanym przez Klub Bilderberg (De Tijd 14.XI.09). Czy potrzeba więcej wyjaśnień?
###
Taizé
Krytycznie o Taizé pisałem już dwadzieścia lat temu („Interkomunia” Rycerz Niepokalanej kwiecień 1989). Po śmierci brata Rogera i Ojca Świętego Jana Pawła II temat przycichł, a w każdym razie zszedł z pierwszych stron gazet. I oto teraz w mojej diecezji, w Poznaniu, ma się odbyć na przełomie roku spotkanie młodzieży Taizé. Po co to komu? Okazuje się, że są trudności ze znalezieniem wystarczającej liczby chętnych na przenocowanie przyjezdnych. Termin zgłaszania ofert dawno minął a ciągle słyszymy wezwania o dalsze zgłoszenia. Odbieram to jako przejaw zdrowia społeczeństwa wielkopolskiego. Nic pozytywnego z takich spotkań nie wynika, a negatywnych konsekwencji jest kilka.
Wśród uczestników rodzi się indyferentyzm religijny. Zaciera się różnica między wiarą prawdziwą a innowierców. Pozostaje wrażenie, że wszystkie wyznania są jednakowo dobre.
Maleje szacunek dla Eucharystii. Na zgromadzeniach tych praktykowana jest interkomunia i uczestnicy często nie wiedzą, co przyjmują – pobłogosławiony przez pastora opłatek czy Pana Jezusa. Zapewne w Polsce organizatorzy będą pilnować by to było dla uczestników jasne, ale czy protestanccy uczestnicy, na bazie doświadczeń z poprzednich spotkań, to uszanują? Co pomyślą polscy uczestnicy, gdy zobaczą znanych sobie innowierców przystępujących do naszej Komunii Świętej?
Na spotkaniach Taizé nie tylko interkomunia jest praktykowana, ale i koncelebra. (http://breviarium.blogspot.com/2009/01/taize-nadchodzi-otrzewienie.html). W czasie zeszłorocznego spotkania w Brukseli katolicki ksiądz i dwie protestanckie pastorki wspólnie „konsekrowali” hostie do późniejszego rozdawania zebranym jako Komunię (komunię). Nie wiem jak to pisać - czy to była Eucharystia czy symbol wspólnoty? W Taizé świadomie zaciera się różnicę między Eucharystią a wspólnotowością (po francusku communion w obu przypadkach z małej litery).
Wśród słynnych kanonów z Taizé, których dzisiaj młodzież przygotowująca się na spotkanie w Poznaniu się uczy, są wezwania chwalebne i błagalne. Nie ma przebłagalnych. To wynika z mentalności protestanckiej. Nie mamy win, za które musielibyśmy przepraszać i błagać o przebaczenie. Obniża to świadomość grzechu.
Wśród młodych uczestników zawiązują się przyjaźnie, które czasem kończą się małżeństwami międzywyznaniowymi. Z reguły nie są one szczęśliwe, bo nie są oparte na spójnej ideologii. Prowadzą do indyferentyzmu religijnego lub wręcz do laicyzacji. Dziś już w Polsce nikt nie wymaga by strona niekatolicka wyraziła przed ślubem zgodę na katolickie wychowywanie dzieci.
Młodzież oswaja się, że na owe spotkania modlitewno-towarzyskie może dostać za darmo nocleg i niektóre posiłki. Im się należy!
A proboszczowie muszą się angażować w imprezę, która nie zawsze im się podoba. Współczuję im.
###
Nadmiar rodziców
Benedykt XVI przemawiając
25.IX.09 do brazylijskich biskupów poruszył temat wzrastającego przyzwolenia na
rozwody. Zwrócił uwagę na bardzo istotną konsekwencję dla dzieci. Rodzice winni
być punktem odniesienia dla dzieci, tymczasem: „tzw. ‘rozszerzona’ rodzina
mnoży postacie ‘ojca’ i ‘matki’ i tłumaczy dlaczego większość tych, którzy
czują się ‘sierotami’ to nie dzieci bez rodziców, ale dzieci, które mają ich za
wiele... Prowadzi to do konfliktów i zagubienia, oraz przyczynia się do
utrwalania w świadomości tych dzieci błędnej typologii rodziny.”
Rozwody stały się dziś
tak powszechne, że duża część dzieci nie wie, od kogo tu brać wzorce, od
rodziców biologicznych czy od ich konkubentów? Papież podniósł temat zła, z
którym zbyt łatwo się oswajamy.
###
Zmarnowana okazja
W niedzielę 4 października w czytaniach mszalnych mieliśmy relację z księgi Rodzaju o stworzeniu Ewy i istocie jedności małżeńskiej („stają się jednym ciałem”), w psalmie responsoryjnym o „małżonce, płodnym szczepie winnym w zaciszu twojego domu” oraz w ewangelii słowa Chrystusa o nierozerwalności małżeństwa i istocie cudzołóstwa. Doskonała okazja by w całej Polsce księża poruszyli temat plagi rozwodów i kohabitacji. Tymczasem episkopat odebrał księżom tę okazję nakazując czytanie listu episkopatu na temat „Dnia papieskiego”. List ten zatytułowany „Jan Paweł II – papież wolności” nie zawierał nic istotnego.
###
Okołoporodowa śmiertelność matek
Jednym z głównych argumentów za dopuszczalnością aborcji jest teza, że zredukuje to aborcje pokątne, niebezpieczne dla zdrowia i życia matek. Przeczy temu raport Światowego Forum Ekonomicznego (World Economic Forum – WEF) (http://www.c-fam.org/publications/id.1533/pub_detail.asp) o śmiertelności matek. Są duże różnice między krajami i kontynentami w zależności od poziomu życia. Okazuje się, że np. w Irlandii gdzie aborcja zakazana jest zupełnie jest 1 zgon na 100000 porodów, a w USA gdzie dopuszczalność z byle powodu jest aż do chwili porodu, zgonów jest 17 na 100000 (w Polsce 8/100000). W Afryce Etiopia o dużej dopuszczalności aborcji ma 48 razy więcej zgonów niż Mauritius gdzie jest ona zakazana. W Ameryce Łacińskiej Gujana o liberalnym prawie ma śmiertelność 30 razy większą niż Chile o prawie restrykcyjnym. W Azji Nepal o liberalnym prawie ma 14 razy więcej zgonów niż Sri Lanka o prawie restrykcyjnym.
###
AIDS
Cytuję za www.Zenit.org z 15.IX.09. Paryż. René Ecochard dyrektor wydziału biostatystyki Uniwersyteckiego Ośrodka Szpitalnego w Lyon udzielił wywiadu pismu La Manche Libre. Stwierdził, że brak realizmu w temacie stosowania kondomów, gdyż wypowiadający się są więźniami ideologii. Powiedział: „Wszyscy epidemiologowie zgadzają się dzisiaj, że kampania na rzecz rozdawnictwa [kondomów] w krajach gdzie proporcja zarażonych [HIV] jest duża nie jest skuteczna.” Jeżeli kondom jest skuteczny 4 razy na 5, może wystarczyć, gdy AIDS nie jest szeroko rozprzestrzenione. „Jednak w kraju gdzie 25% młodych ludzi jest zarażonych – Kenia, Malawi, Uganda, Zambia – to nie wystarcza. Nieskuteczność tej formy prewencji stanowi epidemiologiczną rzeczywistość.” Podkreślił, że w Ugandzie oprócz promocji kondomów jest też kampania ABC (abstynencja, bądź wierny, czystość). Do niej należy przyszłość.
Czyli Benedykt XVI miał rację!
###
“Pandemia”
Obserwujemy dziś problem zmuszenia rządów krajów posłusznych poprawności politycznej by masowo szczepiły ludność na kolejne grypy ogłaszane jako pandemie. W Polsce gdzie z reguły patrzymy z przymrużeniem oka na wszelkie „autorytety” ludzie bardziej się śmieją z tych gryp niż przejmują. Na szczęście nasz rząd nie dał się nabrać i szczepionek nie kupił. Oby w tym postanowieniu wytrwał.
Na ten temat przeczytałem bardzo ciekawą informację. Podobno Światowa Organizacja Zdrowia zmieniła definicję pandemii. Dotychczas brzmiała: „Pandemia jest to zaraza na skalę globalną o dużej śmiertelności”. Nowe brzmienie to: „Pandemia jest to zaraza na skalę globalną”. Uprawnienia ŚOZ w sprawie możliwości nakazania obowiązkowych szczepień w wypadku pandemii nie uległy zmianie. (Agencja RU 45/2009, 1.XI.09).
###
Globalne ocieplenie
Chiny chcą by kraje konsumujące ich produkty płaciły za powstałe z tego tytułu emisje gazów cieplarnianych (Robyn Meredith, Forbes 2.IX.09).
Okazało się, że „uczeni”, eksperci od ocieplenia klimatu, fałszowali dane pod zamówienia polityczne. Pisze dziś o tym cała prasa światowa. Już wiadomo, że grudniowa sesja w Kopenhadze na temat ocieplenia skończy się fiaskiem.
###
Niemieckie ludobójstwo na Polakach
Wydawnictwo
Adam Marszałek (ul. Lubicka 44, 87-100 Toruń) wydało bardzo ciekawą książkę Krystyny
Daszkiewicz pt. „Niemieckie ludobójstwo na narodzie polskim 1939-1945” (714
stron). Książka szczegółowo omawia temat dostarczając nie tylko naukową analizę
zjawiska, ale i szczegółowy zestaw miejsc gdzie zbrodni dokonywano, z podaniem
dokładnych dat i liczby ofiar. Można by
wzywać Niemców by idąc przykładem prof. Daszkiewicz zrobili podobny zestaw dla
swoich strat z tytułu „wysiedlenia” – kto, gdzie, kiedy i przez kogo został
zabity. Chyba naukę niemiecką stać na takie opracowanie! Jak na razie wolą
jednak operować ogólnikami i stale rosnącą liczbą około 2 milionów strat.
Myślę, że warto by apelować do władz
lokalnych, by przy miejscach straceń wymienionych w omawianej książce, zwykle
oznaczonych jakąś tablicą, pojawiły się tabliczki po niemiecku i po angielsku
informujące, o co tu chodzi, oczywiście z informacją, że winni to Niemcy, a nie
tylko jacyś anonimowi „naziści”. Sądzę, że bez bólu moglibyśmy umożliwić
Niemcom, w ramach sprawiedliwości i przyjaźni, na zainstalowanie podobnych
tablic w tych miejscach w Polsce, gdzie zabijano „wypędzanych”. Wówczas sami
byśmy mogli zrobić zestaw ofiar wypędzeń, za które winę ponoszą Polacy. Liczba
stron takiej publikacji, stosując kryteria jak u prof. Daszkiewicz, byłaby
jednocyfrowa.
Spis rzeczy
Sprawozdanie z pracy w Parlamencie Europejskim ........................................... 1
Sesje na temat ewolucji ....................................................................................... 9
Koneczny o UE .................................................................................................... 11
NOTATKI: Nowe władze UE 13, Taizé 13, Nadmiar rodziców 14, Zmarnowana okazja 14, Okołoporodowa śmiertelność matek 15, AIDS 15, Pandemia 15, Globalne ocieplenie 16, Niemieckie ludobójstwo na Polakach 16.
Opoka w Kraju w internecie: http://opoka.giertych.pl
Opoka w Kraju jest rozsyłana za darmo do osób, które chcę, by ją miały, w tym do wszystkich biskupów. Osobom, które mi pomagają i dzięki którym wzrasta krąg moich odbiorców, wyrażam serdeczne Bóg zapłać - pozostaną anonimowe. Wszystkich zachęcam do przedruków, do powielania pisma i handlowania nim. Ta praca jest dla mnie największą pomocą. Prenumeraty nie prowadzę. Maciej Giertych
Opoka w Kraju PKO BP SA Poznań: 08 1020 4027 0000 1202 0400 1632